Policja wkracza po sprzedaży żółwia na Allegro

Miłośniczkę żółwi oskarżono o handel zagrożonymi gatunkami

- Dwa lata temu znajomy przeprowadzał się za granicę i nie wiedział, co począć ze swoim żółwiem Bońkiem - opowiada Marta. - Pomyślałam, że skoro mam już dwa, to kolejny niewiele zmieni.

Przygarnęła żółwia i żyliby wszyscy razem długo i szczęśliwie, gdyby kilka miesięcy temu Marta nie urodziła dziecka. W niewielkim mieszkaniu drugie terrarium przestało się mieścić. Boniek powędrował do wspólnego lokum Klemensa i Klementyny, tu jednak dała o sobie znać jego konfliktowa natura.

- Boniek ma sześć lat i dopiero wchodzi w okres dojrzewania. Podrywał samicę, a wobec drugiego samca był agresywny - relacjonuje anglistka. Popędliwemu gadowi trzeba było znaleźć inny dom. Marta wystawiła go na Allegro.pl za symboliczną złotówkę.

- Nie robiłam tego dla zysku. Opisałam całą sytuację, zaznaczyłam, że w grę wchodzi tylko odbiór osobisty - mówi. Wkrótce żółwiem zainteresowała się sympatyczna rodzina spod Warszawy. Przyjechali, zabrali. Marta odetchnęła. A po kilku dniach odebrała telefon z komendy policji.

- Jakaś pani kazała mi się natychmiast stawić i złożyć zeznania, ale nie chciała powiedzieć, w jakiej sprawie. Najpierw myślałam, że przyjaciółka robi sobie jaja - wspomina Marta. Zwolniła się z pracy i pojechała do komisariatu. Tam policjanci pokazali jej wydruki strony z aukcją Bońka i oświadczyli, że jest podejrzana o nielegalny handel żółwiami, gatunkiem objętym ochroną.

- Następnie zrobili mi rewizję w mieszkaniu. Przeszukali każdy kąt. Sprawdzali, czy nie mam zakamuflowanej pod wanną hodowli! Spisali imiona pozostałych żółwi. Byłam w szoku! - opowiada anglistka. Okazało się, że handel Bońkiem odbył się z naruszeniem prawa, ponieważ Marta nie posiadała odpowiedniego dokumentu - świadectwa rejestracji CITES (Konwencja o Międzynarodowym Handlu Dzikimi Zwierzętami i Roślinami Gatunków Zagrożonych Wyginięciem). To przepis Unii Europejskiej.

- Do niedawna nie obowiązywał w Polsce. Hoduję żółwie od 12. roku życia, ale nie miałam o nim pojęcia. Zarejestrowałam je tylko w Ministerstwie Środowiska, a to nie wystarczy - mówi Marta. - Na pewno większość posiadaczy żółwi żyje w nieświadomości. Jak najbardziej popieram walkę z przemytnikami zagrożonych gatunków, ale powinno się pomyśleć o jakiejś kampanii informacyjnej dla indywidualnych hodowców - apeluje.

Policjanci pocieszyli Martę, że najprawdopodobniej śledztwo zostanie umorzone z braku dowodów winy. Za nielegalny handel żółwiami grozi nawet kara więzienia.