Protest przed budynkiem Agencji Informacji - dziennikarze żądali "Wolnej TVP"

Dziennikarze z różnych redakcji postanowili dziś zaprotestować przeciwko niepokojącym informacjom, jakie docierają z TVP. O 14 przed siedzibą Agencji Informacji (AI) Telewizji Polskiej w Warszawie pojawili się Bertold Kittel ("Newsweek Polska", TVN), Maciej Duda z "Newsweeka" i Robert Zieliński z "Dziennika". Uzbrojeni w transparent z napisem: "Wolna TVP" chcieli zwrócić uwagę na ostatnie doniesienia mówiące o upolitycznieniu mediów publicznych i związanymi z tym zwolnieniami w telewizji publicznej.

AI rozstała się niedawno z dziennikarzami programów informacyjnych: Piotrem Glicnerem z "Panoramy" (TVP2) i Łukaszem Słapkiem z "Wiadomości" (TVP1). Glicnerowi nie przedłużono umowy niedługo po tym, jak nadmienił w swoim materiale o IPN o podpisaniu przez prezesa TVP Andrzeja Urbańskiego lojalki o współpracy ze służbami PRL-u. Z kolei Słapek mówił w rozmowie z "Dziennikiem", że musiał odejść ze swojego stanowiska po tym, jak nie zgodził się na tworzenie materiałów niekorzystnych dla Platformy Obywatelskiej, które miała u niego zamawiać wicedyrektor AI Patrycja Kotecka. Wcześniej w podobnej atmosferze z "Wiadomości" zwolniono Marcina Leśkiewicza. Odsunięto też poprzednich wydawców programu, m.in. Grzegorza Kozaka (kieruje teraz wydawcami "Wydarzeń" Polsatu).

O sprawie Glicnera pisaliśmy już wcześniej . Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że zarząd TVP chciał zlikwidować wieczorne wydanie Panoramy, a na jego miejsce szef "Dwójki" - Wojciech Pawlak planował kolejny program rozrywkowy. Sprawę likwidacji głównego wydania Panoramy miał przyspieszyć właśnie protest zespołu w obronie reportera Piotra Glicnera.

W proteście wzięła udział tylko trójka wspomnianych organizatorów. Obserwowało ich kilkunastu reporterów z prasy, radia i telewizji (m.in. TVP i TVN 24) relacjonujących wydarzenie.

Nie jesteśmy obojętni

Przez kilkanaście minut Kittel, Duda i Zieliński zbierali podpisy pod protestem przeciwko temu, co się dzieje w TVP. Podpisało się pod nim sześciu dziennikarzy. Organizatorzy protestu w sprawie łamania dziennikarskiej niezależności zdecydowali się też przekazać list otwary Jarosławowi Grzelakowi, szefowi Agencji Informacji, prezesowi TVP Andrzejowi Urbańskiemu i szefowej Komisji Etyki TVP Krystyny Mokrosińskiej. Ich zdaniem, oskarżenia wysuwane przez Łukasza Słapka czy "sprawa Piotra Glicnera", "zaangażowanie polityczne TVP przed wyborami", powinny zostać "dokładnie wyjaśnione przez niezależną komisję". "Tylko niezależni od władz TVP, cieszący się autorytetem specjaliści mogą wyjaśnić, czy w publicznej telewizji dochodzi do ręcznego sterowania programami informacyjnymi, oraz czy uzasadnione są podejrzenia o korupcję i mobbing stosowane w celu manipulowania informacjami" - napisano w liście.

Jak pisze Presserwis - pomysł zorganizowania akcji zrodził się na forum GoldenLine. "Zapomnijmy na chwilę o tym, że pracujemy w konkurencyjnych redakcjach, że mamy różne poglądy, że zajmujemy się różnymi działkami, że jesteśmy początkujący albo wręcz przeciwnie, że jesteśmy znani. Zróbmy coś, żeby pokazać, że nie patrzymy obojętnie na to, co się dzieje w telewizji publicznej i że nie zgadzamy się, żeby wracały praktyki, które nasze pokolenie zna doskonale z podręczników do historii" - napisał Kittel na forum.

W obronie dziennikarzy TVP wystąpiło też Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, które oświadczyło, że "informacje prasowe o łamaniu dziennikarskiej niezależności i zwolnieniach dziennikarzy, którzy narazili się kierownictwom redakcji, budzą najwyższe zaniepokojenie". SDP zaapelowało do Sejmu o natychmiastowe rozpoczęcie prac nad nowym prawem prasowym.

Młodzi dziennikarze z zasadami zderzyli się ze ścianą

W piśmie rozdawanym przez organizatorów protestu czytamy: "Od wielu miesięcy strach otworzyć gazetę, czy zajrzeć do netu, żeby nie znaleźć tam informacji o kolejnych naciskach jakich mają dopuszczać się polityczni nadzorcy mediów publicznych. Pamiętacie ilu ludzi zniknęło z "Wiadomości", "Panoramy" i publicystyki? I nie były to nazwiska, które zasłynęły manipulacjami politycznymi w czasach Roberta Kwaitkowskiego. To byli młodzi ludzie, którzy wierzyli, że media publiczne mogą być normalne, że mogą dawać szansę pracy dziennikarzom, którzy wierzą w zasady, jak uczciwość i rzetelność. A potem zderzali się tak boleśnie ze ścianą. (...) Dlaczego tak łatwo pogodziliśmy się z zawłaszczaniem telewizji publicznej przez polityków i spokojnie patrzymy na to, jak niszczeni sa młodzi dziennikarze, nasi koledzy, których na co dzień spotykamy na konferencjach, na korytarzach sejmowych, czy wieczornym piwie?".