Liga na Stadionie Śląskim: 44 tys. pustych miejsc

Po dwudziestu latach przerwy na Stadionie Śląskim znowu zagrano o ligowe punkty. Za tę przyjemność klub z Bytomia zapłacił ok. 80 tys. zł. Punkty odjechały jednak do Warszawy.

Pozostałe mecze 15. kolejki Orange Ekstraklasy

Marek Szczerbowski, dyrektor chorzowskiego obiektu, zacierał ręce z radości.

- Wygrany mecz z Belgią, teraz powrót ligi. To więcej niż mogłem sobie na ten rok wymarzyć! - cieszył się.

Na piłkarzy z Bytomia i Warszawy czekały te same luksusy, co przed tygodniem na kadrowiczów. - Szatnie pierwsza klasa. To już europejski poziom - chwalił Marcin Suchański, bramkarz Polonii.

- Dla każdego piłkarza mecz na tym stadionie to wielkie przeżycie - podkreślał Jan Urban, trener Legii.

- Dla mnie to podróż sentymentalna, bo to właśnie tutaj uczyłem się grać w piłkę - dodawał Dariusz Fornalak, szkoleniowiec Polonii.

Na wielkim stadionie dla kibiców zostały otwarte tylko trzy sektory. Z 48 tysięcy miejsc 44 tysiące pozostały puste... Na krzesełkach leżały jeszcze foldery zapowiadające spotkanie Polski z Belgią. - Posprzątać tak wielki obiekt nie jest łatwo. Przygotowaliśmy tylko niezbędne sektory - tłumaczył Szczerbowski.

Mimo zakazu PZPN na trybunach pojawili się kibice Legii. - Nie widzę fanów klubu z Warszawy. Oficjalnie to sympatycy... Stadionu Śląskiego - wypalił jeden z ochroniarzy.

"Sympatycy Stadionu" mieli powody do zadowolenia, bo też Legia poradziła sobie z Polonią bez większego wysiłku. Bytomianie musieli czuć się w pierwszej połowie jak dziecko, które wpuszczono do sklepu zabawkowego, ale nie pozwolono nic dotknąć. - Legia to klasowy zespół. Spodziewaliśmy się, że naszym celem będzie głównie odbiór piłki - tłumaczył Jakub Dziółka, stoper Polonii.

I oto było jednak trudno. Piłka momentami krążyła między piłkarzami z Warszawy tak szybko, że bytomianom mogło się zakręcić w głowach. Roger musiał czuć się jak na brazylijskiej Copacabanie, bo czarował zagraniami, które na polskich boiskach są rzadkością. Uderzenia prawą nogą... zza lewej nogi nie powstydziłby się i Maradona! - To dla nas bardzo ważny piłkarz. Doskonale czyta grę, jest świetnie wyszkolony technicznie - chwalił go Urban.

To właśnie Roger wyprowadził swój zespół na prowadzenie strzałem z dystansu.

- Piłka odbiła się jeszcze od Grzegorza Jurczyka i wpadła mi za kołnierz. Chyba nie do obrony... - kręcił głową Suchański. Bramkarz Polonii był na Śląskim najbardziej zapracowanym piłkarzem. Legioniści strzelali na jego bramkę aż 26 razy!

Potem, jak nie trafił do siatki Piotr Giza wie tylko on. Pomocnik zespołu ze stolicy spudłował dwa razy, chociaż nie miał do bramki więcej niż sześć, siedem metrów. - Giza jest ostatnio z tego znany. Szczerze powiem, że widziałem już piłkę w bramce - opowiadał Suchański. Giza odkupił część win dzięki asyście przy bramce Chinyamy.

W tym momencie wydawało się, że piłkarzy Legii będą już tylko odliczać pozostające do końcowego gwizdka minuty, gdy nagle z bytomskiego chaosu wyłonił się gol. A zaczęło się od Grzegorza Podstawka. - Chciałem strzelać, ale mi zeszło - opowiadał napastnik.

- Piłka na pewno nie leciała w światło bramki - podkreślał Janusz Wolański, który zamknął akcję na drugim słupku i z bliska wpakował piłkę do bramki. Zaraz potem schował piłkę pod koszulkę czym uwydatnił okrągły brzuszek.

- To dla mojej Ani, która jest w ciąży. To jej dedykuję tę bramkę. Oj długo na nią czekałem. W lidze nie trafiłem od trzech lat! - uśmiechał się piłkarz.

Mimo wielkich starań i chęci zawodnikom Polonii nie udało się już więcej nastraszyć piłkarzy Legii. Ci z kolei marnowali kolejne świetne okazje. - Dobry mecz, tylko ta skuteczność - podsumował Urban.

Powiedzieli po meczu:

Jan Urban, trener Legii: Spodziewałem się ciężkiego spotkania. Polonia to przecież zespół, który ograł w tej rundzie mistrza i wicemistrza Polski. Wiedzieliśmy, że mają szybkich zawodników, którzy potrafią wyprowadzać groźne kontry. Raz nas zaskoczyli.

Dariusz Fornalak, trener Polonii: To była dobra lekcja. W pierwszej połowie nie graliśmy w piłkę. Moi piłkarze pogodzili się z tym, że są słabsi od rywala. Fajnie, że mogliśmy zagrać na Śląskim, a na dodatek jeszcze tutaj zagramy! (Fornalak uśmiechnął się w tym momencie do Urbana, który też chwalił chorzowski obiekt - przyp. red.).

Kończymy rundę jesienną z 14 punktami. Uważam, że to dobry wynik jak na beniaminka, który cały czas grał na wyjazdach. Zespół podniósł się po wysokich porażkach z początku sezonu i w końcówce był już groźny dla każdego.

not.tod