Gen. Skrzypczak: Jeśli przegramy proces, być może odejdę z armii

- Powiedziałem prokuratorowi w Poznaniu, kiedy odwiedzałem moich żołnierzy w więzieniu, że mam nadzieję, iż na ławie oskarżonych jest i miejsce dla mnie. Ja się czuję współodpowiedzialny za to, co się stało. Ja tych żołnierzy szkoliłem, ja ich tam wysyłałem. Czuję się współodpowiedzialny. Co będzie, jeśli przegramy proces? Trzeba będzie się zastanowić nad sensem dalszej mojej służby w wojsku - powiedział w radiu RMF gen. Waldemar Skrzypczak, dowódca Wojsk Lądowych.

Skrzypczak powiedział, że w razie przegrania procesu żołnierzy oskarżonych o ostrzelanie afgańskiej wioski, straci wiarę w sens w służby wojskowej i rozważy odejście z armii. Generał wierzy w niewinność żołnierzy i -jak stwierdził - będzie tkwił w tym przekonaniu aż do wyroku sądu. Powiedział, że ciągle wierzy i ma nadzieję na to, że sąd orzeknie niewinność polskich żołnierzy. Według niego ostrzelanie wioski nie było zbrodnią wojenną, bo żołnierze na pewno nie działali z premedytacją.

Skrzypczak powiedział, że żołnierze mają prawo strzelać, kiedy w rejonie znajduje się przeciwnik. Prokurator - według niego - musi udowodnić, że w tej miejscowości nie było talibów. Jeżeli byli, to ostrzelanie wioski nie może zostać uznane za zbrodnię wojenną - stwierdził gen. Skrzypczak.

Dowódca Wojsk Lądowych jest zbulwersowany sposobem aresztowania żołnierzy. - Wysłałem pismo do Naczelnego Prokuratora Wojskowego z żądaniem wyjaśnień, dlaczego tak postąpiono z moimi żołnierzami. Czekam na odpowiedź - powiedział. Dodał też, że żołnierze powinni zostać wypuszczeni z aresztu, żeby po "trudnej misji mogli mieć świadomość, że mogą wypocząć na łonie rodziny".

Sąd: Żołnierze mieli ostrzelać 3 wioski

Z uzasadnienia tymczasowego aresztowania siedmiu żołnierzy przez poznański sąd, do którego dotarła "Gazeta Wyborcza", wiemy, co zeznali oni w prokuraturze. Ta zarzuciła sześciu z nich zbrodnię wojenną (grozi za to dożywocie), a jednemu strzelanie do wioski z karabinu (może zostać skazany na 25 lat).

Sędziowie oparli się na opowieści żołnierzy, którzy widzieli 16 sierpnia ostrzał wioski Nangar Khel, oraz dwóch świadków incognito oznaczonych w śledztwie X1 i X2. Także trzej aresztowani szeregowcy z 1. plutonu szturmowego z bazy Wazi- Kwa zeznali w śledztwie, jak wyglądały kulisy tragicznego ostrzału.

Z relacji jednego z nich wynika, że ostrzał wioski - i to niejednej - był planowany, zanim w ogóle Polacy wyjechali z bazy Wazi-Kwa i ruszyli na pomoc żołnierzom, którzy wpadli na minę. "Jak wynikało z wypowiedzi pomocnika dowódcy 1. plutonu szturmowego chorążego Andrzeja O. [aresztowanego], w czasie odprawy przed wyjazdem, dokonanej w obecności dowódcy 1. plutonu ppor. Łukasza B. [aresztowanego], mieli ostrzelać 3 wioski" - czytamy w uzasadnieniu sądu.