Wojna w Afganistanie i Iraku, czyli rzeź niewiniątek

Od początku konfliktu w Afganistanie i Iraku najkrwawszą ofiarę ponoszą tamtejsi cywile. Niestety za śmierć niewinnych w dużej mierze odpowiedzialne są też wojska koalicji. Torturowanie więźniów w Abu Ghraib, makabryczny gwałt na młodej Irakijce dokonany przez amerykańskiego żołnierza, czy ochroniarze z Blackwater oskarżeni o bezzasadne strzelanie do cywilów to zaledwie niewielka część działań z tego regionu, które wstrząsnęły opinią publiczną na całym świecie. Bohaterami kolejnego skandalu stali się tym razem polscy żołnierze oskarżeni o ostrzelanie bezbronnej wioski.

16 sierpnia polscy żołnierze pojechali pomóc swoim kolegom, którzy wpadli na minę. Z ich wstępnej wersji wynikało, że gdy dotarli na miejsce zostali zaatakowani przez talibów, którzy następnie uciekli do pobliskiej wioski. Polacy podążyli za bojownikami i ostrzelali ich we wspomnianej miejscowości. Ustalenia prokuratury są jednak inne. Śledczy poinformowali, że żołnierze pojechali na pomoc, ale nie zostali zaatakowani przez rebeliantów. Następnie - jak wynika z ustaleń prokuratury - nie będąc w sytuacji zagrożenia żołnierze otworzyli ogień w kierunku wioski. W ataku miało zginąć sześciu cywilów, w tym dzieci. Tą niechlubną akcję jeden z żołnierzy prawdopodobnie nagrał na wideo. 7 oskarżonym wojskowym grożą surowe kary - w tym dożywocie.

Krwawa zemsta po amerykańsku

Jeśli oskarżenia się potwierdzą - akcję polskich żołnierzy będzie można porównać do masakry w Hadith (Hadis). W listopadzie 2005 roku konwój marines najechał tam na bombę, a w eksplozji zginął jeden z żołnierzy. Według opublikowanych w marcu przez magazyn "Time" i agencję AP relacji mieszkańców wioski po śmierci amerykańskiego żołnierza jego koledzy ruszyli do dwóch pobliskich domów. Włamali się do nich i zaczęli strzelać do domowników. Zastrzelili prawie 2 całe rodziny - w sumie 15 osób, w tym siedmioro kobiet i trójkę dzieci. Akcja w Haditha trwała jeszcze kilka godzin. Marines zastrzelili w tym czasie kolejnych 9 osób. Czterech mężczyzn mogło być terrorystami (mieli przy sobie broń). Jednak pięciu innych wyciągnięto na punkcie kontrolnym z taksówki i zastrzelono na miejscu z zimną krwią.

Udział amerykańskich żołnierzy w masakrze wyszedł na jaw dopiero po tym, jak iracka organizacja praw człowieka przekazała dziennikarzowi "Time" taśmę wideo nagraną w Hadithie kilkanaście godzin po masakrze. Widać na niej ofiary w piżamach i nocnych koszulach, które wyraźnie zginęły od strzałów z bliska, a nie od eksplozji. Wcześniej oficjalna wersja podawana przez dowództwo USA głosiła, że ofiary z Hadith zginęły od wybuchu bomby.

Masakrę już nazwano irackim My Lai (w 1968 r., w podobnych okolicznościach, w tej wietnamskiej wsi amerykańscy żołnierze zamordowali ok. 500 cywilów), a historia stała się też kanwą paradokumentalnego filmu "Bitwa o Hadithę" Nick'a Broomfield'a. Film zdobył Srebrną Muszlę na festiwalu filmowym w San Sebastian w tym roku.

Prokuratura wojskowa USA wciąż prowadzi śledztwo w sprawie wspomnianej masakry, a także w sprawie ukrywania tego, co się stało, przez marines i ich bezpośrednich przełożonych.

Makabryczny gwałt na 14-letniej Irakijce

Zapadł już wyrok w innym makabrycznym mordzie z udziałem amerykańskich żołnierzy. Na 100 lat więzienia skazano 24-letniego marine Paula Corteza. Brał on udział w gwałcie i zamordowaniu 14-letniej Irakijki, a także zabójstwie trojga członków jej rodziny. Cortez uniknął kary śmierci tylko dlatego, iż złożył zeznania obciążające trzech swoich kolegów. Cortez opowiedział śledczym, że w marcu 2006 roku w Mahmudii na południe od Bagdadu - wraz z innymi żołnierzami pił alkohol i grał w karty. Podczas tego spotkania zaplanowali oni napad, w czasie którego zgwałcili a następnie zabili 14-letnią Abir Kasim al-Dżanabi. Żołnierze zamordowali też jej rodziców i młodszą siostrę. Jak zeznał Cortez - wybrali właśnie tę iracką rodzinę, ponieważ był w niej tylko jeden mężczyzna. Po dokonaniu zbrodni usiłowali zatrzeć ślady, podpalając dom. Spalili też ubrania i wyrzucili do kanału broń, z której strzelali do swych ofiar. Powołani przez obronę psychologowie wskazywali, że zachowanie żołnierzy było wynikiem silnego stresu w wojennych warunkach.

Znienawidzeni najemnicy

Złą sławą w Iraku cieszą się nie tylko żołnierze koalicji, ale też najemnicy. Federalne Biuro Śledcze (FBI) krytycznie oceniło ostatnią akcję firmy ochroniarskiej Blackwater, w wyniku której zginęło 17 osób. Ochroniarze osłaniali przejazd amerykańskich dyplomatów przez Bagdad. Na zatłoczonym rynku Nisur otworzyli ogień do tłumu. Tłumaczyli, że zostali zaatakowani. FBI nie znalazło jednak dowodów potwierdzających te wyjaśnienia. Tylko w trzech przypadkach uznało użycie broni za uzasadnione. Po incydencie iracki rząd pozbawił immunitetu zagraniczne firmy ochroniarskie i podporządkował je irackiemu prawu.

Prywatni najemnicy w Iraku są wyjątkowo źle odbierani przez miejscową ludność. Irakijczycy twierdzą, że ochroniarze niewspółmiernie brutalnie odpowiadają na napaści uzbrojonych Irakijczyków i nie troszczą się o życie niewinnych ludzi. Nienawiść do najemników w Iraku można było najdobitniej zobaczyć w marcu 2004 roku. Iraccy bojówkarze zatłukli wówczas czterech ochroniarzy Blackwater łopatami, aby potem podpalić ich ciała, przewlec ulicami al Falludży i powiesić na moście nad Eufratem. Płonące zwłoki pracowników Blackwater, którzy ochraniali w al Falludży cywilny konwój, były sygnałem do rozpoczęcia antyamerykańskiego powstania w trójkącie sunnickim.

Spanikowani żołnierze strzelają na oślep

Do podobnych tragedii dochodzi też w Afganistanie. Najkrwawsza miała miejsce ostatnio w pobliżu Dżelalabadu, na jednej z najważniejszych w kraju dróg. Zaatakowani amerykańscy komandosi wpadli w panikę i uciekając przed rzekomą zasadzką przez kilka kilometrów, taranowali cywilne samochody, strzelając na oślep. Zginęło około 30 cywilów, a kilkudziesięciu zostało rannych. Cały uczestniczący w tragedii oddział (nie poniósł strat) Amerykanie niezwłocznie wycofali z Afganistanu.

Tuż po strzelaninie i zamknięciu fragmentu drogi przez dodatkowy oddział sił USA, dziennikarze chcieli zrobić zdjęcia cywilnemu samochodowi, w którym znajdowały się ciała trzech zastrzelonych Afgańczyków. Dwukrotnie zabrano im jednak filmy i zniszczono nagranie wideo, ostrzegając też by nie próbowali publikować ani zdjęć ani filmu.

Precyzyjne bombardowania cywilów

Najkrwawsze żniwo wśród cywilów zbierają jednak naloty bombowe. Po jednym tragicznym błędzie lotnictwa koalicji za jednym zamachem ginie kilkadziesiąt osób. Tak było chociażby w październiku zeszłego roku. Mieszkańcy wiosek Mir Wais Mina i Zangi Abad w prowincji kandaharskiej obchodzili święto Id al Fitr przypadające na koniec świętego muzułmańskiego miesiąca ramadan. W ciągu dnia w pobliżu wioski trwała strzelanina - talibowie zaatakowali tam przejeżdżający konwój afgańskich wojsk rządowych. Nocą nad wioski nadleciały amerykańskie samoloty i śmigłowce. Według mieszkańców wiosek Mir Wais Mina i Zangi Abad oraz przedstawicieli lokalnych władz nocne bombardowanie trwało kilka godzin. Zburzonych zostało 30 glinianych domostw, a pod ich gruzami pogrzebanych zostało prawie sto osób.

Wcześniej najkrwawszym pomyłkowym atakiem Amerykanów był nalot na wioskę w prowincji Uruzgan w lipcu 2002 roku, gdy zwiadowcy wzięli za talibów strzelających w powietrze uczestników afgańskiego wesela. Zginęło wtedy 46 weselników, 117 zostało rannych.

Oko za oko, ząb za ząb

Nic nie budzi takiej wściekłości Afgańczyków, czy Irakijczyków do obcych żołnierzy, jak powodowane przez nich ofiary wśród cywilów. Wspomniane masakry, torturowanie więźniów w Abu Ghraib, brutalne tłumienie zamieszek w Basrze przez brytyjskich żołnierzy, czy atak żołnierzy brytyjskich na iracki posterunek policji (Brytyjczycy chcieli uwolnić swoich kolegów, po tym, jak złapano ich za zabójstwo irackiego policjanta) wstrząsnęły opinią publiczną. Wielokrotnie po tego typu zbrodniach miejscowa ludność rozładowywała swój gniew w atakach na wojska koalicji, a zaufanie do żołnierzy danego kontyngentu było bezpowrotnie zatracone. Pozostaje mieć nadzieję, że polscy żołnierze nie dokonali zbrodni wojennej, a nawet jeśli tak się stało to, że ich koledzy ciężką pracą odbudują dobre relacje z afgańską ludnością. W przeciwnym razie pobyt w Iraku, czy Afganistanie stanie się dla Polaków o wiele bardziej niebezpieczny.