Urzędnik stanie przed sądem za narażenie życia

Prokuratura oskarża Marka Ż., wicedyrektora Biura Rozwoju Wrocławia, o to, że zatwierdził projekt sygnalizacji świetlnej przy ul. Osobowickiej, która okazała się niebezpieczna dla pieszych i kierowców

Marek Ż. zatwierdził w styczniu 2004 r. projekt przebudowy ul. Osobowickiej, który obejmowała również sygnalizację świetlną przed głównym wejściem na cmentarz. Półtora roku później na pasach w tamtym miejscu została potrącona kobieta. Policja skierowała sprawę do sądu grodzkiego o wykroczenie z winy kierowcy. Biegły z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych ustalił jednak, że do potrącenia nie doszło z winy kierowcy. Za zdarzenie nie może także odpowiadać piesza. Powodem była bowiem źle ustawiona sygnalizacja świetlna.

- Kierowcy musieli tam nieraz ostro hamować lub wykonywać raptowne manewry, bo na pasy nagle wchodzili ludzie. Zarówno piesi, jak i kierowcy jednocześnie mieli zielone światło - mówi prokurator Iwona Zełep-Pęcherzewska. - Biegły uznał, że było to bardzo niebezpieczne. Dlatego Markowi Ż. postawiliśmy nie tylko zarzut niedopełnienia obowiązków, ale także narażenia ludzi na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Prokuratura w trakcie śledztwa przesłuchała wielu świadków. - Ludzie, którzy często przychodzą na cmentarz Osobowicki lub handlują kwiatami przed wejściem, zeznali, że na pasach w tamtym miejscu było dużo potrąceń - mówi Zełep-Pęcherzewska.

Wkrótce do sądu wpłynie akt oskarżenia przeciwko Markowi Ż. Wicedyrektor Biura Rozwoju Wrocławia nie zgadza się z zarzutami prokuratury. - Projekt sygnalizacji był dobry. Sprawdzali go inżynierowie ruchu z policji, Zarządu Dróg i Komunikacji oraz działu zarządzania ruchem. Wszyscy wydali pozytywne opinie. Dlatego go zatwierdziłem. Na tym etapie z pewnością nie było żadnych nieprawidłowości. Czy ostatecznie światła działały dobrze, nie wiem, bo mnie tam nie było, gdy doszło do wypadku. Ale to niemożliwe, żeby zielone światło mieli jednocześnie i piesi, i kierowcy. Program jest tak ustawiony, że wyklucza taką ewentualność - komputer pilnuje, by odstępy czasowe między światłami były prawidłowe.