Pomoc betankom to niedźwiedzia przysługa?

Zakonnice eksmitowane kilkanaście dni temu z klasztoru w Kazimierzu Dolnym chcą zamieszkać w Wielkopolsce. Czy zostaną tu przyjęte z otwartymi rękami?

Mariola Popiółkowska z poznańskiego Stowarzyszenia Pomocy Eksmisyjnej, która stara się znaleźć siostrom nowe lokum, jest pełna dobrych myśli: - Wiele osób zgłasza się do nas i oferuje pomoc dla sióstr np. materiały budowlane, odzież - informuje.

Wiadomość o tym, że 62 betanki wyeksmitowane 10 października z klasztoru w Kazimierzu Dolnym chcą zamieszkać w Wielkopolsce i korzystają z pomocy poznańskiego stowarzyszenia podał sobotni "Dziennik". Nam udało się ustalić, że stowarzyszenie zaproponowało zakonnicom trzy gospodarstwa na terenie Wielkopolski. Oferty ponoć siostrom się spodobały, ale ostatecznie na żadną się jeszcze nie zdecydowały. Formalności mają być finalizowane w tym tygodniu.

O jakie nieruchomości chodzi? Tego Popiółkowska zdradzić nie chce, bo - jak mówi - burza medialna wokół tej sprawy nie sprzyja poprawie samopoczucia sióstr. - One, tak jak wszystkie osoby eksmitowane, poczuły się zaszczute - tłumaczy szefowa stowarzyszenia. Jej zdaniem eksmisja niepotrzebnie została nagłośniona: - To, co widzieliśmy w mediach, to była po prostu rzeź niewiniątek - przekonuje.

Popiółkowska tłumaczy, że stowarzyszenie szukało nieruchomości, które siostry mają odpłatnie wynająć. Zaznacza przy tym, że siostrom należał się lokal zastępczy, tak jak wszystkim eksmitowanym. - One jednak o taki lokal nie walczyły - podkreśla.

"Gazeta": Ale sióstr nikt na bruk nie wyrzucał. Miały przecież zamieszkać w ośrodkach rekolekcyjnych. - Z tego, co wiem, wskazano im lokale w piwnicy. Dlatego uciekły - ripostuje Popiółkowska. I w ten sposób uzasadnia dlaczego, zakonnicom należy się pomoc stowarzyszenia.

- To nie były żadne lokale w piwnicach. Wiem, bo sam widziałem - odpowiada ojciec Tomasz Franc, dyrektor wrocławskiego Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach, który od początku miał kontakt ze zbuntowanymi siostrami. - One za wszelką cenę chcą się pokazać jako "niewiniątka" i ofiary "opresywnego" Kościoła. A przecież same do eksmisji doprowadziły.

Ojciec Tomasz twierdzi, że pomaganie byłym zakonnicom w ponownym osiągnięciu jedności to robienie im "niedźwiedziej" przysługi: - Rozproszenie jest dla nich korzystne, bo wówczas liderzy grupy mają na jej członków mniejszy wpływ - tłumaczy ojciec Tomasz.

Otwarta pozostaje kwestia, jak siostry zostaną przyjęte w nowym miejscu, jeśli rzeczywiście zdecydują się w naszym regionie zamieszkać. Bo niezależnie od tego, czy zechcą je ujawnić, czy nie, na pewno nie ujdzie uwadze lokalnej społeczności tylu nowych sąsiadów. - Oporu społecznego nie można wykluczyć - przyznaje Popiółkowska.

Czy ewentualne obawy o "misyjną" działalność sióstr są uzasadnione? Zdaniem ojca Tomasza Franca siostry będą raczej starały się "bombardować" miłością, czyli okazywać zadowolenie i dobrobyt emocjonalny. - Taka postawa też może być niebezpieczna, bo usypia zdrową krytykę - ostrzega ojciec Tomasz.

Dominikanin zaznacza jednak, że wobec sióstr nie wolno okazywać agresji. - To tylko wzmocniłoby ich poczucie wzajemnej więzi i utwierdziło w przeświadczeniu o męczeństwie. - Trzeba im jednak przypominać, że nie są już zakonnicami i że wciąż czekają na nie kochające rodziny - radzi.