Coraz więcej zespołów gra bez wytwórni płytowej

W internecie, z gazetą lub w kiosku - zespoły muzyczne coraz częściej rezygnują z usług wielkich wytwórni fonograficznych.

Środa. Wchodzimy na stronę www.inrainbows.com i po minucie cała płyta jest w redakcyjnym komputerze. Cena: co łaska. "In Rainbows", najnowszy album brytyjskiego zespołu Radiohead, choć zadebiutował dopiero wczoraj, już stał się wydarzeniem, które może doprowadzić do przewrotu w branży muzycznej.

Po raz pierwszy w historii popularny i dobrze zarabiający zespół promuje nowy album na własną rękę, bez wsparcia wielkiej wytwórni fonograficznej (kontrakt Radiohead z EMI wygasł w 2003 r.). Nawet jeśli internauta nie zaproponuje ani grosza - może dostać całą płytę w formacie MP3, bez zabezpieczeń ograniczających kopiowanie.

Po co komu płyta?

Jeśli eksperyment się powiedzie, Radiohead może pomieszać szyki wielkim koncernom fonograficznym. Kapeli nie była potrzebna żadna wielka kampania - wieść o nowej płycie lotem błyskawicy obiegła portale, blogi i fora internetowe. Radiohead nie chce ujawnić, ile osób ściągnęło nowy album. Kiedy wczoraj składaliśmy zamówienie, został nam przyznany numer 4 434 809, co mogłoby sugerować, że płyta trafiła już do blisko 4,5 mln osób. Rzecznik zespołu zdradził jedynie, że wiele osób zamawia ekskluzywny zestaw dwóch płyt winylowych i dwóch płyt CD za 40 funtów. Ich wysyłka ma ruszyć na początku grudnia.

- W ślady Radiohead może pójść wiele zespołów. Oczywiście, trzeba mieć pewność, że fani dopiszą. Ale po co podpisywać umowę z wytwórnią, kiedy sprzedaż płyt CD spada tak dramatycznie? - komentuje dla agencji Reuters David Enthoven z firmy ie:music pracującej m.in. dla Robbiego Williamsa.

Tym bardziej że dziś w branży muzycznej aż 80 proc. przychodów i tak nie pochodzi ze sprzedaży płyt, lecz z koncertów i kontraktów reklamowych. - Radiohead to ikona muzyki rockowej. Oni są w takiej sytuacji, że mogą podjąć każdą decyzję. I żadna krzywda im się nie stanie - uważa Piotr Kabaj, szef polskiego oddziału EMI. - A przy okazji tego eksperymentu zespół może sprawdzić, na ile cenią go fani - dodaje. Według nieoficjalnych informacji nad podobnym ruchem zastanawiają się takie zespoły, jak: Oasis, Jamiroquai oraz Nine Inch Nails, które również nie są związane kontraktami z wielką czwórką.

Latem najnowszy album Prince'a pt. "Planet Earth" ukazał się za darmo, wraz z brytyjskim "Daily Mail". Płyta rozeszła się w ponad 2 mln egzemplarzy, co słynny muzyk potraktował jako promocję swojej trasy koncertowej.

Wytwórnie elastyczne

- Nowe premiery będą już jesienią. Cieszy nas to, że artyści doceniają naszą pracę i zgłaszają się do nas - mówi Robert Kijak, szef działu projektów specjalnych w Agorze (wydawca "Gazety Wyborczej"). Jutro w kioskach pojawi się najnowszy album Edyty Górniak pt. "EKG". Wydawcą jest właśnie Agora, która coraz odważniej wchodzi w buty wytwórni. Na swoim koncie ma m.in. krążek Maleńczuka i Waglewskiego ("Koledzy") oraz koncerty T.Love i Myslovitz (na DVD). Choć za albumy trzeba było zapłacić po 29,99 zł, a za koncerty po 34 zł, według danych wydawcy wszystkie osiągnęły status złotej albo platynowej płyty.

Pierwszy na rozwód z wytwórnią zdecydował się Michał Wiśniewski - w 2003 r. wydał płytę, która razem z dodatkiem do "Faktu" kosztowała 5 zł. Nakład 1,2 mln egzemplarzy wykupiono na pniu. W grudniu ub.r. w kioskach Ruchu pojawił się album Ich Troje (za 9,99 zł), który sprzedał się w 122 tys. egz. Ruch planuje reedycję albumu. Dwa krążki własnym sumptem wydała też młoda pianistka i wokalistka Gabriela Kulka. Wiele utworów udostępnia na swojej stronie internetowej, a płyty sprzedaje m.in. na Allegro.

- Mając możliwość dystrybucji piosenek przez internet, prasę, czy telefonię komórkową, artyści będą szukać najtańszego sposobu dotarcia do jak najszerszego grona odbiorców. I często będzie dochodziło do rezygnacji z usług wielkich wytwórni - prognozuje Adam Pawlicki z firmy doradczej PricewaterhouseCoopers.

Nie znaczy to, że koncerny już mają się pakować. Nie każdy muzyk będzie chciał uciekać spod ich skrzydeł i na własną rękę zajmować się promocją i dystrybucją. Nie każdy też ma taką pozycję jak Radiohead czy Edyta Górniak. Według Piotra Kabaja z EMI ktoś musi wydać pieniądze na nagranie płyty i promocję debiutanta. - Zdarzają się oczywiście takie przypadki jak Arctic Monkeys, które zaistniało dzięki umieszczaniu utworów w serwisie MySpace. Ale potem i tak podpisało umowę z wytwórnią Domino i sprzedało milion płyt - dodaje. Zwraca on uwagę, że wiele zespołów poszło w ślady Arctic Monkeys, ale nikt nie powtórzył ich sukcesu.

Kabaj przyznaje jednak, że wytwórnie będą musiały przestawić się na bardziej elastyczny model biznesu. I tak artyści będą mogli np. zapłacić firmie za zajęcie się produkcją i dystrybucją płyty albo tylko promocją.