Dyplomacja zmienia dekoracje

Anna Fotyga, szefowa MSZ, znalazła sposób na zmianę oblicza polskiej polityki zagranicznej. Zamierza zatrudnić specjalistę. Od dekoracji wnętrz.

Najwyraźniej pani minister Fotyga wzięła sobie w końcu do serca krytyczne głosy opozycji na temat prowadzonego przez nią resortu. Zamierza więc zmienić wizerunek polskiej dyplomacji za granicą. I od frontu, i od wnętrza. Ministerstwo Spraw Zagranicznych od początku października poszukuje osoby, która od nowa zaaranżuje i wyposaży wszystkie konsulaty i ambasady. Pod nóż pójdą stare meble, obicia, tapety, wazony i wszelkie stare dekoracje. Ministerialny dekorator zaprojektuje wszystko od nowa.

- Kiedyś wystrój ambasad robił wrażenie. A teraz nie ma kto o to dbać. A przecież jak cię widzą, tak cię piszą - chwali pomysł Paweł Zalewski z PiS. Ten sam, który jeszcze niedawno był zawieszony w prawach członka swojej partii za otwartą i publiczną krytykę Anny Fotygi. Poważnie podpadł za to szefowi swojej partii. Jego zdaniem, to powrót do idei rodem z II Rzeczypospolitej.

- Przed wojną była taka osoba, która zajmowała się projektowaniem i strojeniem wnętrz. Polskie ambasady były wówczas bardzo chwalone - wspomina Zalewski.

"Odnowa dyplomacji" zaplanowana jest na wiele lat do przodu. Minister Anna Fotyga zamierza zaprzęgnąć do tego sztab ludzi: radców prawnych, ekipy remontowe, konserwatorów zabytków, stolarzy, tapicerów i księgowych. Nadzór nad nimi będzie sprawował właśnie ministerialny dekorator. Osoba taka musi mieć nieposzlakowaną opinię, być niekarana i zdrowa jak koń. Psychicznie i fizycznie - co wyraźnie zaznaczone jest w ministerialnym ogłoszeniu o pracę.

- To paranoja, że zamiast zatrudniać specjalistów od polityki zagranicznej, u nas wyszukuje się dekoratorów - ironizuje Grzegorz Napieralski z SLD.