Rugby: Koniec świata dla Walii

- Ludzie często używają słowa rozczarowanie, ale nigdy nie doświadczyli tego, co my dzisiaj czujemy - powiedział po klęsce z Fidżi trener Walii Gareth Jenkins. Walijczycy odpali z Pucharu Świata w rugby. Fidżi zagra w ćwierćfinale z RPA.

Nazajutrz po porażce 34:38 Jenkins podał się do dymisji. Dla Walijczyków porażka z Fidżi to prawdziwy koniec świata. W ćwierćfinale zabraknie ich po raz pierwszy od 12 lat.

Rugbiści z małego archipelagu na Pacyfiku już w pierwszej połowie wypracowali sobie dużą przewagę (25:10). Walijczycy po przerwie odrobili straty, gdy trzy razy przedzierali się na pole punktowe rywali i nawet wyszli na prowadzenie (34:31). Finisz należał jednak do Maorysów. W ostatnich minutach Vilimoni Delasau zdobył zwycięskie przyłożenie, a Nicky Little dołożył jeszcze punkty z podwyższenia. Ten ostatni zdobył w sumie 18 punktów, ale najwspanialsze zwycięstwo w historii rugby na Fidżi okupił poważną kontuzją kolana. Do końca mistrzostw już nie zagra.

Emocji nie zabrakło także w meczu grupy B, który również decydował o awansie do ćwierćfinału. Szkoci wygrali z Włochami 18:16. Na pięć minut przed zakończeniem meczu rzutu karnego nie wykorzystał zawodnik pokonanych - David Bortoloussi. Gdyby trafił zdobyłby trzy punkty, to Włosi cieszyliby się z pierwszego w historii awansu do ćwierćfinału Pucharu Świata. Dziennik "La Republica", komentując porażkę, napisał, że rugbistów Italii wysłał do domu szkocki but - wszystkie punkty dla wyspiarzy zdobył po skutecznych kopach z rzutów karnych Chris Paterson.