70 tys. zł na głowę warszawiaka, 13 tys. na Sądeczanina

Wartość PKB na jednego Polaka to średnio niewiele ponad 24 tys. zł rocznie. Dysproporcje między regionami są olbrzymie. Najbiedniejsza jest ściana wschodnia.

Ujawnione ostatnio przez GUS dane dotyczą PKB w latach 2003-05.

Najbogatsza jest Warszawa, która w statystyce ciągnie w górę całe województwo. Na przeciętnego warszawiaka przypada rocznie 70,5 tys. zł, ale już na mieszkańca regionu ostrołęcko-siedleckiego (też w województwie mazowieckim) tylko 17,1 tys. zł.

Spośród wszystkich regionów Polski najniższy dochód na mieszkańca ma region nowosądecki - nieco ponad 13 tys. zł. Jednak w ujęciu wojewódzkim widać wyraźnie, że ściana wschodnia odstaje od reszty kraju. Nawet największe miasta na tym obszarze - Lublin, Białystok, Rzeszów - w niewielkim stopniu wyróżniają się na tle województw.

Gorzej, że tradycyjnie najbiedniejszym regionom nie udaje się rozwijać szybciej niż reszta kraju i nadganiać dzielący je dystans.

Zdaniem prof. Grzegorza Gorzelaka, szefa Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych na Uniwersytecie Warszawskim, dysproporcje rozwojowe w naszym kraju nie będą znikać. Będą się nawet pogłębiać, bo żaden biedny region nie jest w stanie rozwijać się szybciej niż ośrodki metropolitalne i te, gdzie trafiają duże inwestycje. A nie trafiają one do biednych regionów. Niewiele pomogą pieniądze z Unii. - Środki zewnętrzne nie zapoczątkują przyspieszonego rozwoju biednych regionów. Gdyby to było możliwe, to południowe Włochy i była NRD byłyby krainami mlekiem i miodem płynącymi. Wybudowanie drogi nie spowoduje, że region nagle stanie się gospodarczym tygrysem - przekonuje.

Co robić, by ściana wschodnia mogła się szybciej bogacić? Nie drogi, nie oczyszczalnie ścieków, choć potrzebne, to zapewnią, ale edukacja. - Należy zapewnić tym regionom więcej środków na edukację niż regionom wyżej rozwiniętym, by w szkołach pracowali dobrzy nauczyciele. Poza tym wyrównywać kapitał kulturowy, który tam jest wątły: porządnie wyposażyć biblioteki szkolne, zapewnić darmowy internet uczniom i wyrównawcze zajęcia pozalekcyjne - wszystko to, co dziecko z Warszawy dostanie od swoich zamożniejszych rodziców - wymienia.

Drugi krok - skłonienie renomowanych placówek naukowych do współpracy ze słabymi. - Danie kilkudziesięciu milionów złotych słabej szkole wyższej jest błędem, bo uczelnia ta, owszem, wybuduje sobie sale wykładowe, basen, kupi komputery, ale nadal kadra naukowa nie będzie tam najlepsza. Lepiej dać te pieniądze renomowanej uczelni z zastrzeżeniem, że ma je wydać na współpracę z ową "peryferyjną" - wyjaśnia Gorzelak.

Trzeci - wspieranie dobrze rokujących inicjatyw gospodarczych, jak np. Dolina Lotnicza (firmy przemysłu lotniczego, m.in. PZL Mielec, PZL Świdnik, i współpracujące z nimi, także ośrodki naukowe) na Podkarpaciu, czy kompleksu mlecznego (dynamicznie rozwijające się mleczarnie, np. z Grajewa, Wysokiego Mazowieckiego, Ostrowi Mazowieckiej) na pograniczu Mazowsza, Mazur i Podlasia.

Ze środków unijnych będzie finansowany specjalny program dla Polski wschodniej. To 2,2 mld euro. Zdaniem Gorzelaka najważniejsze to nie rozproszyć tych pieniędzy na masę drobnych projektów ze sobą niepowiązanych. Należy za nie rozwijać największe miasta i budować połączenia między nimi a ich zapleczem oraz z bogatszą częścią kraju.