Trener Niemczyk dla Sport.pl: Przed nami fenomenalne mecze

Pyta mnie trener Rosjanek: Andrzej, kto będzie mistrzem? A ja mu na to: Nie wiesz, stary, Złotka oczywiście - opowiada Andrzej Niemczyk, trener, który z polskimi siatkarkami dwa razy zdobył mistrzostwo Europy

Przemysław Iwańczyk: Złotka idą przez mistrzostwa Europy jak burza.

Andrzej Niemczyk: Wcale mnie to nie zaskakuje, choć nie ukrywam, że byłem bardzo zmartwiony po grupowych spotkaniach pierwszej fazy z Czechami i Bułgarią. Trzeba powiedzieć wprost - to były tragiczne mecze, które dziewczyny mogły nawet przegrać. A wtedy sytuacja byłaby mocno skomplikowana. Nie wracajmy jednak do tego. To, co zespół pokazał przeciwko Serbii i Belgii, to była wielka forma. Forma godna mistrzyń. Przyznam, że środowego meczu z gospodarzami nie oglądałem. Pojechałem do Charleroi, by zobaczyć, jak prezentują się Włoszki i Rosjanki. Byłem zdumiony ich kiepską formą. Jeśli dziewczyny zagrają tak jak ostatnio, przejadą się i po tych rywalkach. Ale dobrze, że losowanie dało nam w półfinale Serbki, które pokonaliśmy już w grupie. Z Rosjankami i Włoszkami lepiej spotkać się dopiero w finale.

Gdyby nie było Małgorzaty Glinki, trzeba by ją wymyślić - powiedziałby Zdzisław Ambroziak.

- To prawda. Ciągnie naszą grę na każdym kroku. Wcale nie ustępuje jej Kasia Skowrońska, a jeśli te dwie spisują się rewelacyjnie, pozostałe koleżanki nie mają wyjścia - muszą grać tak samo dobrze. Milena Rosner na przyjęciu, Milena Sadurek na rozegraniu. Proszę zwrócić uwagę - jeśli Polki dobrze odbierają serwis, można uruchomić środkowe - Maszę Liktoras i Lenę Dziękiewicz. A do tego wszystkiego jest coraz lepsza zagrywka. Serbki poległy od naszych serwów. Powiem otwarcie - mamy zespół, który znów jest w stanie wygrać ze wszystkimi. Teraz, po awansie do strefy medalowej, drużyna będzie spisywała się jeszcze lepiej. Fenomenalne mecze dopiero przed nami. W Charleroi podszedł do mnie trener Rosjanek Giovanni Caprara i pyta: Andrzej, kto będzie mistrzem? A ja mu na to: Nie wiesz, stary, Polska oczywiście. On tylko spojrzał na mnie, a później zaczął się żalić, że jego zespół grał w ostatnim czasie aż 27 meczów i formą nie imponuje.

Wspomniał pan o Dziękiewicz, ale sam nigdy nie dał pan jej szansy.

- A co miałem zrobić, kiedy w kadrze były cztery wieże, wśród nich Agata Mróz i Sylwia Pycia? Owszem, mogłem wziąć 27-letnią wtedy dziewczynę, która może nie łapałaby się do podstawowej dwunastki. Tylko po co? Żeby zrobić jej krzywdę? Pracowałem z nią kiedyś w klubie, szukałem dla niej pozycji i gdyby któraś ze środkowych wypadła mi wtedy z kadry, na pewno bym po nią sięgnął.

Któraś z siatkarek zaskoczyła pana szczególnie?

- Tak, Milena Sadurek. Sprawdza się na każdym kroku, a przecież były obawy. Utrzymuje wysoką formę z Grand Prix, z jej koleżankami bywało w tym sezonie różnie.

Jest pan blisko drużyny, jak atmosfera?

- Nie wiem. Naprawdę. Drużyna została otoczona murem, nikt nie ma do niej dostępu. OK, niech i tak będzie, tym bardziej że dziewczyny spisują się znakomicie. Każdy trener ma swoje metody. Marco Bonitta woli rygor, dziewczyny to akceptują. Ja wychodziłem z założenia, że drużynie należy się luz. Po 120 dniach w roku spędzonych na zgrupowaniach i turniejach siatkarka ma być zadowolona, że osiągnęła sukces, a nie szczęśliwa, że to wszystko już się skończyło.

Od razu dodam, że kiedy ja byłem trenerem, dziewczyny równie ciężko pracowały. Bez tego nie byłoby wyników, a przecież dwa razy zdobyliśmy złoty medal. Teraz jest szansa na trzeci, oby Marco się to udało.

To byłby precedens w historii polskiego sportu - drużyna, która dwa razy broni złota mistrzostw Europy.

- Te dwa złota wzmocniły dziewczyny. Być może z tego powodu ciąży teraz na nich presja, ale z drugiej strony są świadome swoich umiejętności. Wychodzą i biją wszystkich, bo są pewne. Pierwsze mistrzostwo było szczególne. Jego wyjątkowość polegała na tym, że dziewczyny zdobyły je głodem sukcesu. Polska siatkówka kobieca czekała na medal 32 lata, konając po drodze kilka razy. Drugi tytuł to była wspaniała sprawa, zdobyliśmy mistrza bez porażki.

Sukces w tych mistrzostwach to także pana zasługa...

- Nie. Dziewczyn, one pracują na swój sukces, trener ma zbudować zespół, a później nie popełniać błędów. Nazwijmy to, że jest to dobra robota polsko-włoskiej myśli szkoleniowej.