Ucieczka z cmentarza

Czeczeni opuszczają swój kraj, który po dwóch wojnach stał się wielkim cmentarzem. Na Zachodzie szukają spokoju i lepszego życia. Aby się tam dostać ryzykują życiem pod podłogami TIR- ów, przechodząc pieszo przez Bieszczady. Polska jest na ich drodze pierwszym, często najtrudniejszym etapem.

Trzy dziewczynki leżały przytulone do siebie, przykryte liśćmi paproci. Ubrane w letnią odzież ogrzewały się ciepłem swoich ciał. Zostawiła je tu ich matka. Poszła szukać pomocy. Zabrała ze sobą najmłodszego brata. Miała po nie wrócić. Około północy znaleźli je funkcjonariusze bieszczadzkiej straży granicznej. Dziewczynki nie żyły.

Matkę zatrzymali kilka godzin wcześniej. Skrajnie wyczerpaną, z dwuletnim chłopcem na ręku. Zdołała jeszcze wskazać funkcjonariuszom, gdzie zostawiła dzieci.

36 - letnia Kamisa szła z czwórką dzieci pieszo z Ukrainy. W Bieszczadach przeszli nielegalnie przez tzw. "zieloną granicę". Funkcjonariusze kilka godzin przeczesywali teren wysoko w górach. Około północy trafili na trzy martwe ciała dziewczynek: 13 - letniej Xaei, 10 - letniej Cedy i Eliny - w wieku 6 lat. Pogranicznicy znaleźli w bagażu kobiety ich akty urodzenia.

Pierwszy etap - Polska

- To najdrastyczniejszy przypadek, z jakim miałem do czynienia od siedmiu lat - przyznaje Jan Węgrzyn - dyrektor Urzędu ds. Repatriacji i Cudzoziemców. Przejścia przez "zieloną granicę" nie są wbrew pozorom najczęstszym sposobem przedostawania się na teren Polski. W większości przypadków uchodźcy czeczeńscy trafiają tu legalnie. Przyjeżdżają pociągiem do Terespola. Na przejściu granicznym składają wniosek o nadanie statusu uchodźcy. Straż Graniczna umieszcza ich w ośrodku uchodźców na Dębaku koło Warszawy. Stamtąd trafiają do różnych ośrodków w Polsce. Polska nie jest jednak ostatecznym celem ich podróży. Zwykle jest nim Austria, Francja i Niemcy. W niewielu przypadkach Czeczeńcy starają się o zalegalizowanie stałego pobytu w naszym kraju. Polskę traktują jako etap w dalszej podróży na zachód Europy.

Boją się Schengen

Liczba trafiających do Polski Czeczenów stale rośnie. Według danych Urzędu. ds. Repatriantów i Cudzoziemców w 2006 roku zarejestrowano 6 tys. 405 wniosków o status uchodźcy. W 2007 jest już 4 tys. 84 wniosków. Największa fala uchodźców z Czeczenii pojawiła się w Polsce w 2004 roku. Miało to związek z rosyjskimi represjami po zamachu na szkołę w Biesłanie. Odnotowano wówczas 7 tys. 183 takich przypadków. - Od 3, 4 tygodni odnotowujemy wzrost liczby wniosków. W sierpniu było ich 600, we wrześniu mamy ich już 400 - mówi Węgrzyn. Według niego ma to związek z wejściem Polski do strefy Schengen. Czeczeńcy obawiają się, że wschodnia granica Polski, która po 31 grudnia będzie granicą swobodnego ruchu dla obywateli państw Unii dla nich będzie zamknięta. Zdaniem dziennikarza Gazety Wyborczej Wojciecha Jagielskiego te informacje z Polski docierają do Czeczenii zniekształcone - Uchodźcy są przekonani, że są to ostatnie tygodnie, kiedy przyjadą do Polski i od razu dostaną pozwolenie na osiedlenie się w Europie Zachodniej - mówi Jagielski.

Płacą dużą cenę

Czeczeńcy trafiają do Polski przez Rosję, Białoruś i Ukrainę. Jadą pociągami, samochodami. Często w zorganizowanych grupach. Niektórzy starają się dotrzeć do członków rodziny, którym wcześniej udało się przedostać na Zachód. Wielu z nich nie posiada legalnych dokumentów. Wybierają wtedy przejście przez "zieloną granicę" Przechodzą sami lub z wynajętymi przewodnikami. Zdarza się że, płacą zorganizowanym szajkom, które przemycają ich pod podłogą TIR-a lub w skrzyniach z ładunkiem. - Przemytnikami są najczęściej sami Czeczeńcy. Trudnią się tym też Polacy - mówi Grzegorz Sikora z Program Pomocy dla Imigrantów i Uchodźców przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Przyjazd do Polski to dla Czeczenów ogromny wydatek. Aby go pokryć sprzedają cały majątek, zaciągają pożyczki u rodziny. Jeśli przekraczają granicę nielegalnie muszą z tych pieniędzy opłacić przemytnika, który przewiezie ich na polska stronę. - Zwykle płacą im w ratach; część przed przekroczeniem granicy, reszta już w Polsce - mówi Sikora.

Wyjazd ze swojej ojczyzny to dla Czeczenów także ogromne przeżycie emocjonalne. - Czeczeni to ludzie bardzo związani z miejscem, w którym przyszło im żyć. Decyzja wyjazdu jest więc bardzo trudna - twierdzi Wojciech Jagielski.

"Nie rozumiem, proszę mówić po polsku!".

Czeczeni liczą, że w Polsce czeka ich pomoc i opieka. Małgorzata Gebert zajmuje się uchodźcami w Polskiej Akcji Humanitarnej W poruszającym reportażu Anny Fostakowskiej "Spuść oczy, płacz" odsłaniającym prawdę o losach uchodźców w Polsce mówi: Oszukujemy. Ich i siebie. Poprawiamy prawo, obiecujemy wiele - bezpłatne leczenie, mieszkanie, zasiłek socjalny. A ile możemy dać? W przychodniach lekarskich mówią im: "Nie ma pan własnej strzykawki? Nie będzie zastrzyku!", w opiece społecznej: "Polskie dzieci głodują. Dla waszych nie starczy!", w urzędach pracy: "Mój mąż od dwóch lat też jest bezrobotny", u wojewodów, gdzie załatwiają pobyt tymczasowy: "Nie rozumiem, proszę mówić po polsku!". Nie mówią. Przychodzą do nas i skarżą się w swoich językach, że tak naprawdę nie chcemy nic dla nich zrobić, wszystko robimy na pokaz, dla Europy.

Tak zwany status uchodźcy, który przyznaje Urząd ds Imigrantów i Uchodźców uprawniający m.in do podjęcia pracy oraz zasiłku socjalnego otrzymuje jedynie około 3% przyjeżdżających. Pozostali maja prawo pozostać w Polsce w ramach tzw pobytu tolerowanego, który pozwala im legalnie pracować, nie daje jednak prawa do pobierania zasiłku. Dlatego większość wybiera wyjazd na Zachód. - Czeczenia po wojnie jest wielkim cmentarzem. Jednym z odprysków tej wojny jest stutysięczna armia uchodźców. Ogromna większość z nich szuka sobie w Europie spokojnego miejsca, żeby żyć. Polska leży w Europie i po drodze do niej. Niewielu jednak myśli o niej jak o ostatecznym miejscu, gdzie chcieliby zostać - dodaje Jagielski.