Polska w grupie 1 najbliżej Euro 2008

Tak słabego, przeraźliwie nudnego widowiska już dawno nie widzieliśmy. Polacy po remisie 0:0 z wiceliderem grupy - Finlandią - są jednak wciąż na pierwszym miejscu, a po remisie Portugalii z Serbią 1:1 także najbliżej awansu do przeszłorocznych mistrzostw Europy

Portugalia - Serbia 1:1. Krewki Scolari

Tabela grupy A:

W 78. akcja serca polskich kibiców została wstrzymana. Mikael Forsseli był sam na sam z Arturem Borucem. Broniący do tej pory niepewnie, jakby zdekoncentrowany i znudzony meczem bramkarz Celtiku instynktownie wybił dłonią piłkę na róg. Chwilę później wszystkie błędy zostały mu wybaczone, bo znakomicie obronił strzał Tihinena z pięciu metrów. Boruc, obok Jakuba Błaszczykowskiego, był wśród Polaków najlepszy. Pięć minut przed końcem z kolei to Finowie zamarli po tym, jak Marek Saganowski trafił w słupek, a dobitka Błaszczykowskiego ześlizgnęła się po siatce na bramce.

Chwilę później wszystko wróciło jednak do normy. Tak słabego, przeraźliwie nudnego widowiska, jak pierwsza połowa spotkania w Helsinkach dawno nie było. Oba zespoły właściwie nie chciały strzelić gola. A jeśli chciały, to nie potrafiły, bo rywal bronił się ośmioma-dziewięcioma zawodnikami. I Polacy i Finowie wyszli z założenia, że zdecydowanie trudniej będzie mecz wygrać niż go zremisować. Dlatego od samego początku obie drużyny cofnęły się do defensywy.

Przed przerwą ani Polacy, ani Finowie nie oddali celnego strzału. Grali w myśl zasady: "nie możesz meczu wygrać, to go zremisuj".

Mecz był wolny i niemrawy. Kiedy Polacy odzyskiwali piłkę, dziesięciu Finów cofało się na swoją połowę i czekało. Piłka, czy leciała dołem czy górą, zawsze trafiała pod nogi, w głowę albo klatkę piersiową Samiego Hyypii. Obrońca Liverpoolu przyciągał ją, jakby był namagnesowany. Nie wygrywał z nim ani Rasiak, ani Krzynówek. Z kolei kiedy piłkę przejmowali gospodarze meczu, to Polacy cofali się na swoją połowę i czekali, co zrobią rywale. A ci nie robili wiele. Pomysłem na grę były prostopadłe podania, ale Jeremienko nie miał szans dogonić piłki ani razu, bo był na spalonym, łapał ją Boruc albo wychodziła za boisko.

W pierwszym składzie - jak w czerwcu w Armenii - znowu zabrakło kapitana zespołu Macieja Żurawskiego. Beenhakker zdecydował się posadzić na ławce kapitana kadry po raz drugi odkąd jest trenerem. Wcześniej 31-letni napastnik zawsze był pewniakiem, a ostatni raz usiadł w rezerwie latem 2004 roku w towarzyskim meczu z Danią (1:5) przed rozpoczęciem eliminacji MŚ 2006. Wtedy wszedł i strzelił gola. W środę zamiast niego wystąpił Grzegorz Rasiak, który miał próbować walczyć o górne piłki ze środkowymi obrońcami Hyypią i Tihinenem.

Mecz toczył się właściwie na przestrzeni 30 metrów gdzieś w okolicy środka boiska. Piłkarze grali na stojąco, nikt nie wychodził na pozycję. Michał Żewłakow parę razy wprowadzał piłkę w okolice linii środkowej, po czym bezradnie rozkładał ręce i zagrywał do tyłu. Niemożliwością było przedostanie się środkiem, nie grały skrzydła. Jakub Błaszczykowski jeszcze próbował, ale wrzutki w pole karne nie kończyły się strzałem. Ebi Smolarek grał głównie odwrócony tyłem do fińskiej bramki i, jeśli podawał, to do tyłu. Oprócz Błaszczykowskiego nie było nikogo, kto wygrałby jakikolwiek pojedynek jeden na jednego. Jeśli zresztą udało się Polakowi, zaraz wyrastał następny Fin i wybijał piłkę. Jeśli Finowi udało się minąć Polaka, zawsze była asekuracja któregoś z kolegów.

Niewidoczny był też bohater ostatnich meczów Jacek Krzynówek. Na połowie rywala, w pobliżu fińskiej bramki tłok był niemiłosierny. Nawet kiedy Finowie tracili piłkę, szans na szybką kontrę nie było. Bo przynajmniej pięciu zawodnikach w białych koszulkach stało blisko swojej bramki i czekało na Polaków. Na mokrym boisku aż prosiło się o uderzenia z daleka, ale dwie próby Polaków były zablokowane, a trzy inne - Lewandowskiego i Smolarka - bardzo niecelne. W 42. min Joonas Kolkka kopnął zza pola karnego, ale - na szczęście - minimalnie niecelnie.

W drugiej połowie rozruszał wszystko Błaszczykowski. Wystarczyły dwa wygrane pojedynki indywidualne na połowie rywala, dobre przyspieszenie i wreszcie coś się działo. Jednak Smolarek strzelił za lekko i w środek bramki. To była idealna okazja Polaków, niestety Smolarek wyraźnie nie jest w najwyższej formie. Chwilę później uderzenie Krzynówka znowu zostało zablokowane.

Mecz stał się szybszy, a zawodnicy wreszcie zaczęli podejmować jakieś ryzyko. Kiedy tylko Polacy przyspieszali, Finom zdarzały się błędy. W 57. min Rasiak zagrał do Smolarka, ale napastnikowi Racingu Santander zabrakło centymetrów, by dogonił piłkę i uprzedził bramkarza.

Polacy grali coraz lepiej, mieli nawet przewagę. Ale ustępowali rywalom pod względem szybkości. Finowie na chwilę oddali inicjatywę i próbowali kontrować. W 69. Jeremienko nie wykorzystał błędów Jopa i Boruca, a Polsce dopisało szczęście. Piłka odbiła się od słupka, wolno potoczyła wzdłuż linii bramkowej i wyszła za boisko. Widać było, że drużyna Beenhakkera opada z sił. Niemal w ogóle nie było akcji lewym skrzydłem. Jeśli Polska stwarzała jakiekolwiek zagrożenie, to tylko z prawej strony. Szybko jednak skończyły się rajdy Błaszczykowskiego. Z lewej strony Dudka właściwie w ogóle nie włączał się do akcji ofensywnych.

Pod koniec meczu bliżej zdobycia gola byli Finowie, ale zespołowi Beenhakkera dopisało szczęście.

Stworzone okazji były efektem raczej przypadku niż przemyślanej gry. Najwięcej w tym meczu było podań do bramkarza. Skoro nie można cieszyć się z trzech punktów, trzeba być zadowolonym z jednego.

Po jedenastu meczach Polska ma 21 punktów, najmniej ze wszystkich liderów grup eliminacyjnych. Oznacza to tyle, że w grupie I każdy mógł odebrać punkty każdemu. I odbierał. Może być i tak, że zwycięzca grupy będzie miał aż trzy porażki w czternastu meczach. Na razie jednak najbliżej wyjazdu do Austrii i Szwajcarii są wciąż Polacy, który w październiku grają z Kazachstanem, a w listopadzie z Belgią i w Belgradzie z Serbią. Finów czekają m.in. wyjazdy do Portugalii i Belgii.

Relacja Z Czuba

Statystyki meczu