Z łysiną na dyskotekę wstęp wzbroniony!

Jeden z naszych czytelników w piątkowy wieczór chciał pobawić się w klubie na Starym Mieście. Ale że jest łysy - włosy stracił, bo jest chory - do lokalu nie został wpuszczony

Pan Maciej, nasz czytelnik, razem z grupką znajomych chciał w klubie spędzić wieczór kawalerski. - Przy wejściu ochroniarz oznajmił mi i mojemu koledze, że nas nie wpuści, bo jesteśmy łysi, a szef zabronił mu wpuszczać takich ludzi do lokalu. Pozostali znajomi mogli wejść do środka - opowiada.

Tyle tylko, że p. Maciej mimo młodego wieku stracił już włosy, bo choruje na łysienie plackowate. Jego kolega wyłysiał naturalnie. W piątkowy wieczór nie byli ubrani w dresy, a w eleganckie spodnie koszule i pantofle. - Tłumaczyłem ochroniarzowi, że jestem chory, a mój kolega ma naturalną łysinę. Nie pomogło. Skończyło się na awanturze przed lokalem - opowiada Maciej.

Koledzy odeszli z lokalu z kwitkiem, ale wieczór kawalerski odbył się zgodnie z planem - wybrali się do innego klubu, mężczyźni świętowali tam, gdzie ochrona nie miała obiekcji do ich łysiny. Wczoraj dostaliśmy od p. Macieja e-mail ze skargą na klub.

O zdarzeniu rozmawialiśmy z właścicielem klubu. Na stronie internetowej jego lokalu można wyczytać: - "Jeśli jesteś łysy i nosisz dresy, to musisz znaleźć sobie inne miejsce".

Zapytaliśmy go, czy wstępu do lokalu nie mają wszyscy łysi, czy tylko agresywni dresiarze z ogolonymi głowami? - Oczywiście, że chodzi o tych drugich. Jednak niezwykle ciężko jest ich odróżnić, wytypować łysego, który jest normalnym człowiekiem od tego agresywnego. Dlatego ochroniarzom nie mogę pozostawić wyboru, bo efekt będzie taki, że po jakimś czasie w lokalu i tak będą sami dresiarze. Tym bardziej że na pięciu łysych czterech na pewno rozkręci zadymę - mówi Arkadiusz Lewicki, właściciel klubu.

Przyznaje, że co miesiąc dostaje około 100 e-maili od klientów. - Jedni nas chwalą [za selekcję - red.], a inni mają pretensję, tak jak czytelnik, który napisał do "Gazety" - mówi. - Rozstrzyganie tego, czy klient ten nie został wpuszczony słusznie, czy nie, byłoby bezsensem. Poza tym mam bardzo profesjonalnych ochroniarzy, widocznie uznali, że ten pan może sprawić kłopoty.

- Rzeczywiście wyglądam na zbira - ironizuje p. Maciej. - Mam metr siedemdziesiąt wzrostu, siedemdziesiąt kilogramów wagi i okulary.

Czy do lokalu ochrona wpuściłaby satyryka Stanisława Tyma lub byłego posła SLD z Warmii i Mazur Jerzego Dziewulskiego, znanych z łysiny? - Oczywiście, że tak. Także u nas bawią się łysi, ale są to ludzie, których znamy, o których wiemy, że przychodzą do nas, by miło spędzić czas w dobrej atmosferze.

Jerzy Dziewulski: - Ten przypadek świadczy o skrajnej nieodpowiedzialności właściciela lokalu. W swoich osądach kieruje się nieaktualnymi już stereotypami. Dziś bandzior wcale nie jest łysy i nie chodzi już w dresach. Taki obraz był aktualny może 20 lat temu. Gdyby mnie nie wpuszczono do takiej knajpy, to właścicielowi wytoczyłbym głośny proces. Bo takiej dyskryminacji nie tylko zakazuje polskie prawo, ale też unijne.

Dziewulski wspomina też, jak w latach 90., kiedy był jeszcze posłem, zatrzymał go patrol policji. Jechał wtedy z domu sportowym BMW. - Zapytałem policjantów, dlaczego mnie kontrolują. Oni zdziwieni, że zatrzymali posła, odparli, że dostali rozkaz, by kontrolować łysych jeżdżących BMW - mówi Jerzy Dziewulski. - Napisałem po tym zdarzeniu pismo do ministra i zaniechano tych praktyk. Ale jak pokazuje przykład z Olsztyna, stereotyp łysego rozbójnika wciąż jeszcze jest żywy.