Awantura wokół konkursu na badanie słuchu

Lubuskie Centrum Laryngologii, choć ma najlepszy sprzęt w Zielonej Górze, nie wygrało konkursu na badanie słuchu u dzieci. Prezydent poparł słabszą ofertę ośrodka byłej radnej SLD Barbary Kukulskiej.

W czerwcu br. miasto ogłosiło konkurs na przesiewowe badania słuchu wszystkich zielonogórskich czterolatków i ośmiolatków. Kontrakt za przebadanie ok.1,8 tys. dzieci wart był 20 tys. zł.

Do konkursu przystąpiło Lubuskie Centrum Laryngologii oraz Specjalistyczny Ośrodek Diagnozy i Rehabilitacji Dzieci i Młodzieży z Wadą Słuchu Polskiego Związku Głuchych. Kilka tygodni temu komisja (czterech przedstawicieli magistratu, lekarz i szefowa pielęgniarek z zielonogórskiego szpitala) wskazała Ośrodek Diagnozy, któremu szefuje Barbara Kukulska, była radna SLD.

Z decyzją nie chce pogodzić się Anna Bogusławska-Wilczyńska z Lubuskiego Centrum. Twierdzi, że przygotowała kompleksową ofertę, wygodniejszą dla pacjentów, a do tego tańszą. Napisała protest. Bez skutku. Dostała tylko lakoniczną odpowiedź.

Dwugłos ze słuchu

- Protest uznano za bezzasadny. Nie odpowiedziano na postawione przez nas zarzuty o stronę medyczną badań i finansową - żali się Anna Bogusławska. Zapewnia, że jej placówka ma dużo lepsze wyposażenie (dostało go m.in. dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy) oraz doświadczoną kadrę. Zakład zatrudnia lekarzy specjalistów - foniatrę, audiologa czy laryngologa. - Nasze centrum ma poziom poznańskiej czy warszawskiej kliniki leczącej wady słuchu, ale magistrat tego nie widzi.

Doktor Wliczyńska uważa, że konkurencyjna, zwycięska oferta nie jest kompletna. Dzieci mają w niej przechodzić nawet dwie, trzy próby, ale za każdym razem tą samą metodą. - To mija się z celem. W razie wątpliwości badanie powinno się wykonać inną metodą. Mamy sprzęt, który pozwala nam na 100-proc. wykrycie nieprawidłowości lub jej natychmiastowe wykluczenie. Możemy np. wykonać audiometrię pnia mózgu, czyli badanie, które za pomocą elektrod bezbłędnie wykrywa wszelkie wady. Ponadto nie wymaga współpracy dziecka, które, zwłaszcza w przypadku czterolatków, mogłoby błędnie ocenić, jak słyszy - opowiada Bogusławska.

"Kukulska oferuje połowę tego, co Centrum"

Obawia się, że dzieci, u których wykryte zostaną wady słuchu, będą musiały czekać kilka miesięcy, zanim zaczną być leczone. - Teraz rodzice dostaną orzeczenie, z nim pójdą do lekarza rodzinnego, a dopiero ten wyda skierowanie do lekarza specjalisty. Na wizytę mogą czekać dwa, trzy miesiące. W naszej ofercie natychmiast mogą skorzystać z pomocy specjalistów. Program, który opracowała Barbara Kukulska, oferuje właściwie połowę tego, co zaproponowało nasze centrum. Do tego oferta ich jest droższa.

Barbara Kukulska, była radna SLD odpiera zarzuty. Uważa, że konkurs dotyczył tylko badań na wykrycie zaburzeń słuchu u dzieci. Drugi etap, badania w specjalistycznej placówce medycznej, powinien opłacać NFZ.

- Nasz ośrodek ma możliwości do wykonania badań przesiewowych. Proponujemy audiometrystkę z 20-letnim stażem, a badania przesiewowe wykonujemy od 19 lat. Mamy pod opieką ponad 200 dzieci z wadami słuchu. Przedstawiliśmy kompleksową ofertę, bo podczas badania będzie obecny także logopeda, który po mowie dziecka może także określić problemy ze słuchem. Wolimy wykonać kilka dodatkowych prób, by potwierdzić niedosłuch u dziecka, niż straszyć rodziców i kierować od razu do specjalisty. Potem może okazać się, że wszystko jest w porządku, bo dziecko przechodziło zapalenie ucha i stąd gorszy wynik - opowiada Kukulska. Dodaje, że współpracuje z ośrodkami poza regionem, m.in. w Poznaniu i Warszawie. - Zadbamy o to, by rodzice mieli ulgowe przejazdy, pomożemy ich umówić - opowiada Kukulska.

Polityka ma głos

Wiceprezydent miasta Wioleta Haręźlak twierdzi, że obie oferty były równie atrakcyjne. Wygrała ta, która dostała więcej punktów od komisji. Różnica był niewielka, kilkupunktowa. - Atutem zwycięskiej oferty jest jej kompleksowość. Dzięki obecności logopedy mamy globalne spojrzenie na dziecko, bo często zaburzenia mowy są wynikiem niedosłuchu. Dzięki takiemu podejściu nie przeoczy się żadnego przypadku. Poza tym badania ośrodka pani Kukulskiej są mniej stresujące dla dzieci. Rodzice chorych dzieci mogą zdecydować się na leczenie ich w klinikach w Poznaniu czy Warszawie. Dobrze, że mają wybór - tłumaczy Haręźlak.

Zapewnia, że przyjrzy się sprawozdaniom wykonawców badań. - Jeśli będą jakieś skargi niezadowolonych rodziców i potwierdzi się, że dzieci będą musiały długo czekać na wizytę u specjalisty, na pewno zajmiemy się wyjaśnieniem sprawy.

Wyjaśnień żądają już radni PiS. Chcą, by sprawą konkursu zajęła się komisja rewizyjna. - To dziwna sprawa. Przegrywa ośrodek, który dysponuje fachowym sprzętem, zatrudnia najlepszych specjalistów. Ma tradycję, bo od kilku lat bada nasze dzieci. Czekamy na odpowiedź prezydenta, by pozbyć się wrażenia, czy o zwycięstwie nie decydowały znajomości partyjne - komentuje Jacek Budziński, radny PiS.

- Śmieszą mnie takie zarzuty. To decyzja całej komisji, którą zresztą zatwierdził prezydent. To nie sprawa polityczna, tylko arytmetyka - odpowiada Haręźlak.