Piszczek: przełamać polskie fatum w Berlinie

- Nad Berlinem wisi jakieś polskie fatum, ale wierzę, że uda mi się je przełamać - napastnik Herthy Berlin, Łukasz Piszczek, który dziś rozpoczyna pierwszy sezon w Bundeslidze.

Choć reprezentant Polski podpisał kontrakt z Herthą już trzy lata temu, to jednak przez ten okres występował w Zagłębiu Lubin. W zespole mistrza Polski Piszczek zrobił prawdziwą furorę, więc działacze Herthy uznali, że jest już gotowy do gry w ich drużynie. Debiut w barwach niemieckiego klubu zaliczył w meczu Pucharu Niemiec. Berlińczycy ograli 3:0 Unterhaching. Polak wybiegł w podstawowym składzie i grał 90 minut - pisze "Super Express".

- Na początku byłem strasznie spięty - opowiada Łukasz. - Zauważył to trener Lucien Favre, który od razu zaczął krzyczeć, że mam się wyluzować i grać bardziej odważnie. W sparingach występowałem często i też w pierwszej jedenastce. Szwajcar to otwarty szkoleniowiec. Zawsze jest uśmiechnięty, po treningu z każdym piłkarzem porozmawia - zauważa.

Piszczek w Berlinie jest od 1,5 miesiąca. Największym problemem jest dla niego nieznajomość języka niemieckiego. - Choć w szkole średniej miałem z niemieckiego czwórkę, czyli całkiem nieźle - przypomina. - Przed przyjazdem do Niemiec zapisałem się nawet na kurs, ale niewiele z niego wyniosłem i po paru lekcjach zrezygnowałem. Niebawem dostanę indywidualnego nauczyciela. W każdym razie, gdy coś potrzebuję lub z czymś sobie nie radzę, to pomocą służy mi pani Magda, która pracuje w dziale marketingu Herthy. Poza tym w klubie jest jeszcze jeden nasz rodak. Pan Robert jest magazynierem, odpowiada za sprzęt - zdradza Piszczek.

Wprawdzie w niemieckim klubie występowało wielu polskich piłkarzy (m.in. Kuszczak, Reiss, Karwan), ale żaden nie zdołał wywalczyć miejsca w pierwszym składzie. Piszczek jest optymistą i wierzy, że przełamie to polskie fatum. - Nastawiam się pozytywnie. Ciągle powtarzam sobie, że będzie dobrze - zwierza się. - Jestem napastnikiem i każdy będzie oczekiwał ode mnie goli. Jeśli nawet nie uda się zdobyć bramki w jednym czy drugim meczu, to nie będę panikował. W Hercie zagram z numerem 26 na koszulce, czyli z takim samym, jaki miałem w Lubinie. Już kilka razy przyniósł mi szczęście.