Czapiewski: to jeszcze nie koniec świata

PRZEGLĄD PRASY. Zainwestował własne pieniądze, by po kilku latach zmagania się z kontuzjami wrócić do szybkiego biegania. Na razie przegrywa, nie zakwalifikował się do najważniejszej lekkoatletycznej imprezy sezonu, mistrzostw świata w Osace. - Nie panikuję, to jeszcze nie koniec - mówi ?Dziennikowi? Paweł Czapiewski.

Nie ma mnie w składzie reprezentacji na mistrzostwa w Osace, ale to nie koniec świata. Nie przesadzajmy. Osaka miała być tylko po drodze do igrzysk olimpijskich w Pekinie. Pogodziłem się z tym, że zabraknie mnie w Japonii. Jestem na zgrupowaniu w St. Moritz, gdzie trenuję już pod kątem przygotowań olimpijskich. Miałem tu szykować także formę na Osakę, ale wyszło, jak wyszło. O wszystkim dowiedziałem się już na miejscu. Trochę absurdalna sytuacja, bo jestem na obozie, który miał mnie przygotowywać do mistrzostw świata, na które nie pojadę.

Nie uporałem się z minimum na Osakę, bo było straszne - 1.45,40 min. Uzyskało je tylko kilkanaście osób na świecie. Ja pobiegłem w tym roku w 1.45,91, czyli zrobiłem minimum B. Prezydium PZLA stwierdziło, że to za mało. Czuję, że jestem gotowy na wynik nawet poniżej 1.45,00, ale mój organizm trochę się broni przed szybkim bieganiem. Przygotowania do sezonu zacząłem przecież od bardzo niskiego pułapu, prawie od zera. Kiedy walczyłem z kontuzjami, nie mogłem złamać nawet granicy 1.50,00.

Kiedy miał pan kontuzję za kontuzją doradzano panu zakończenie kariery. A pan sprzedał mieszkanie i dużą część przygotowań sam sfinansował. Warto było? - pyta "Dziennik"

Czapiewski: - Odpowiedź poznam za rok, kiedy się okaże, czy pojadę na igrzyska do Pekinu. A jeżeli tak, to co tam zdziałam Zapewniam, że gdybym jeszcze raz miał podjąć decyzję, postąpiłbym tak samo. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Szkoda Osaki, ale to nie jest mój koniec. Teraz będzie mi łatwiej. Za zwycięstwo w Pucharze Europy będę dostawał stypendium i jeździł na zgrupowania. Przestanę dokładać do interesu, ale żeby znowu zarabiać na sporcie, muszę biegać trochę szybciej. I będę, bo jestem bardzo umotywowany.

więcej w "Dzienniku"