Rozmowy o tarczy bez ambasadora w USA?

W MSZ szykowany jest wniosek o odwołanie ambasadora Polski w Waszyngtonie Janusza Reitera - dowiedziała się ?Gazeta". Ale rząd ma z tą dymisją problem, bo właśnie negocjuje z USA sprawę tarczy antyrakietowej

- Reiter miałby być odwołany za całokształt - powiedziała nam anonimowo osoba z kręgów rządowych, zastrzegając, że na razie nie podjęto żadnych formalnych kroków. Problem w tym, że rozważane odwołanie raczej nie może zbiec się z finiszem trwających negocjacji z USA w sprawie tarczy antyrakietowej. Ich kończenie bez sprawnej skrzynki kontaktowej w postaci ambasady z ambasadorem to samobójstwo.

Rzecznik prasowy MSZ Andrzej Szaniawski odmówił nam komentarza w sprawie przyszłości Reitera. W MSZ to standard, gdyż nie komentuje się tam polityki kadrowej.

"Całokształt" to najpoważniejszy z możliwych zarzutów w MSZ, którym kieruje Anna Fotyga. Kryje się za nim nie tylko brak zaufania PiS i szefowej dyplomacji do Reitera, lecz także niechęć prezydenta i premiera. Bracia Kaczyńscy uważają, że obecny ambasador jest mało dynamiczny, a poza tym zawsze był proniemiecki. Do listy zarzutów trzeba jeszcze dorzucić pretensje polityków PiS za rzekome słabe działania lobbingowe ambasadora w USA. Obarcza się Reitera częściowo winą za to, że gdy we wrześniu 2006 r. do Waszyngtonu leciał premier Jarosław Kaczyński, niemal do końca nie było wiadomo, czy dojdzie do jego spotkania z prezydentem George'em Bushem. Ostatecznie do spotkania doszło.

Ostatnim zarzutem ma być rzekome słabe informowanie przez Reitera Warszawy o tym, co dzieje się w Izbie Reprezentantów w sprawie wiz dla Polaków.

Jak wynika z rozmów "Gazety" z dyplomatami ze "starej solidarnościowej gwardii", bracia Kaczyńscy z trudem tolerowali obecność w Waszyngtonie człowieka z nadania poprzedniej ekipy. Waszyngton jest bowiem najważniejszą z punktu widzenia ich proamerykańskiej polityki ambasadą na świecie. To, że Reiter nie został odwołany do tej pory, wynikało raczej z faktu, że PiS nie miał nikogo na jego miejsce.

Reiter pojechał do Waszyngtonu w sierpniu 2005 r., tuż przed wyborami. W latach 1990-95 był ambasadorem Polski w Berlinie, później do 2003 r. dyrektorem Centrum Stosunków Międzynarodowych. Cały czas zajmował się też publicystyką i komentowaniem spraw europejskich.

Jego kandydaturę na ambasadora w USA zatwierdziła jednomyślnie komisja spraw zagranicznych poprzedniego Sejmu w lipcu 2005 r. Ówczesny szef MSZ Adam Rotfeld zapewniał, że tekę ambasadorską dla Reitera konsultował z ówczesną opozycją - czyli PiS i PO. I nikt nie oponował.

- Do odwołania Reitera przymierzano się od dawna - potwierdza "Gazecie" osoba związana z polską polityką zagraniczną. Tego, że Reiter wróci z placówki przed ustawowym terminem (czyli 2009 r.), można było się domyślać od marca. Wówczas pojawiły się plotki, że miałby zastąpić go b. minister obrony Radek Sikorski, który wówczas podał się do dymisji. Plotki rozpuszczali m.in. działacze PiS, było w nich sporo prawdy.

Kiedy jednak Sikorski zaczął krytycznie pisać i mówić o sposobie, w jaki Kaczyńscy negocjują z Amerykanami instalację w Polsce tarczy antyrakietowej, pomysł zarzucono. - Upłynie wiele wody w Wiśle, zanim Sikorski dostanie jakąkolwiek funkcję - mówił kilka miesięcy temu "Gazecie" jeden z bliskich doradców prezydenta.