Według GUS-u metr mieszkania kosztuje 2,7 tys. zł

Rynkowa cena metra kwadratowego mieszkania to nawet 8-10 tys. zł, "urzędowa" (ustalana przez GUS) niespełna 2,7 tys. zł. Ministerstwo Finansów się z tego cieszy, bo od wysokości ceny "gusowskiej" uzależniony jest limit podatkowej ulgi odsetkowej. Resort nie zamierza zmieniać sposobu jego ustalania.

Ceny nieruchomości galopują, choć od kilku tygodni słychać głosy, że te wzrosty wyhamowują. Część ekspertów uważa nawet, że wkrótce zaczną spadać. Inni, że to tylko chwilowa zadyszka i po wakacjach, znów rozpocznie się marsz w górę, może tylko nieco wolniejszy niż dotąd. Tak czy inaczej, w ostatnich dwóch-trzech latach ceny mieszkań w zależności od ich lokalizacji wzrosły o kilkadziesiąt, a nawet grubo ponad 100 proc. W dużych miastach ceny przekraczające 8-10 tys. zł za m kw. powierzchni już nikogo nie dziwią. A jeśli nawet dziwią, to już zdążyliśmy się do nich przyzwyczaić.

Ale jest miejsce, gdzie cena metra powierzchni mieszkania nie rośnie tak gwałtownie. Ba, jest dziś niższa niż w 2001 r. Niestety, Główny Urząd Statystyczny, bo to on "dyktuje" tak niskie ceny, nie sprzedaje mieszkań. Raz na kwartał ogłasza "cenę 1 metra kwadratowego powierzchni użytkowej budynku mieszkalnego oddanego do użytkowania". W I kwartale tego roku (to najświeższe dane) ta cena to 2683 zł. W III kwartale 2001 r. wynosiła ona... 2700 zł! Od tamtej pory nie może jakoś przebić tego poziomu. Dlaczego nie odzwierciedla sytuacji na rynku mieszkaniowym?

- W 2002 r. zmieniła się nieco metodologia badania ceny metra kwadratowego powierzchni użytkowej budynku mieszkalnego - tłumaczył nam kilka miesięcy temu Janusz Kobylarz z departamentu statystyki gospodarczej GUS. Wyjaśniał, że GUS zbiera dane o kosztach ponoszonych przez inwestorów z całego kraju. Nie tylko z wielkich miast, gdzie te koszty są wyższe. - Z tego wynikają też różnice w wysokości ceny metra kwadratowego powierzchni użytkowej budynku mieszkalnego w poszczególnych kwartałach - mówi Janusz Kobylarz. - Jeśli w danym kwartale dostaniemy więcej informacji o kosztach inwestycji z mniejszych miejscowości, to jest on nieco niższy niż w kwartale, w którym więcej danych pochodzi z dużych miast - dodaje.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby cena ustalana przez GUS miała znaczenie jedynie statystyczne. Niestety, przekłada się ona na stan naszych portfeli. Na jej podstawie ustalany jest m.in. limit podatkowej ulgi odsetkowej, na spłatę odsetek od kredytów mieszkaniowych. Skoro zatem ów wskaźnik, czyli inaczej mówiąc "gusowska" cena metra powierzchni mieszkania, nie rośnie, to i nie rośnie limit ulgi. I od 2001 r. nic się tu nie zmienia, choć przecież kredyty zaciągamy na mieszkania kupowane po cenach rynkowych, a nie tych ustalanych przez GUS. Całe szczęście, że w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych jest zapis, że limit ulgi odsetkowej "w kolejnych następujących po sobie latach podatkowych nie może ulec zmniejszeniu". Gdyby nie to, wraz ze spadkiem "gusowskiej" ceny metra powierzchni mieszkania, spadałby nam także limit ulgi odsetkowej.

Po naszym tekście na ten temat sprzed kilku miesięcy poseł Paweł Poncyljusz (PiS) w interpelacji poselskiej zapytał ministra finansów o sposób ustalania limitu ulgi odsetkowej. Odpowiedź Ministerstwa Finansów nie jest, niestety, korzystna dla podatników. "(...) z założenia ulga odsetkowa miała być, i jest, limitowana, a wysokość przysługującego limitu nie miała odzwierciedlać cen rynkowych. Wszelkie bowiem dyspozycje przepisów określających ulgi podatkowe prowadzą do uszczuplenia dochodów sektora finansów publicznych. Zatem na każdą ulgę podatkową należy patrzeć nie tylko z punktu widzenia celów, dla których realizacji została wprowadzona, ale także przez pryzmat budżetowych konsekwencji związanych z jej funkcjonowaniem. I właśnie te przesłanki zadecydowały o takim, a nie innym, sposobie wyliczania limitu odliczeń dla ulgi odsetkowej" - czytamy w odpowiedzi, jakiej na interpelację posła udzieliła wiceminister finansów Katarzyna Zajdel-Kurowska.

Dalej minister przypomina, że ulga odsetkowa została zlikwidowana z końcem 2006 r. i przez najbliższe lata (do końca 2027 r.) będą z niej mogli korzystać w ramach tzw. praw nabytych jedynie ci podatnicy, którzy zaciągnęli kredyty na domy lub mieszkania przed końcem zeszłego roku (a wcześniej nie korzystali m.in. z ulgi budowlanej). Rozwiewa też ich nadzieje na gwałtowny, podążający za trendem rynkowym wzrost limitu ulgi: - "(...) istotą praw nabytych jest utrzymanie dotychczasowego status quo na z góry określony czas. W tym kontekście nie przewiduje się zmiany zasad ustalania wysokości limitu przysługującego osobom korzystającym z ulgi odsetkowej".

Ogłaszana przez GUS cena metra powierzchni mieszkania służy także m.in. do ustalania wysokości premii gwarancyjnej od wkładów na oszczędnościowych książeczkach mieszkaniowych.