GP Europy: deszcz, pięciu Niemców, brazylijska radość i żużel

Brazylijczycy się cieszą, Niemców jest aż pięciu, Polak jak zwykle spokojny, Australijczyk najwięcej mówi o żużlu. Czwartek na Nurburgring upłynął na rozmowach i wywiadach. Na torze testował głównie samochód bezpieczeństwa.

Safety car, czyli srebrny mercedes zaparkowany jest w garażu na początku padoku, czyli alei gdzie zaparkowane są lśniące ciężarówki zespołów, które tworzą czterodniowe miasteczko kierowców. Właściwie są to dwa mercedesy. Czyste, lśniące, a mimo to wciąż pucowane. Przygotowane muszą być na 100 proc., stad także jazdy próbne samochodów bezpieczeństwa, które testowane były w czwartek rano. W porównaniu z bolidami jeździły koszmarnie wolno. Ale nie tylko z tego względu lepiej ich nie oglądać na torze podczas wyścigów.

Rubinho dłużej w Hondzie

W F1 jest obecnie dwóch Brazylijczyków. 35-letni Rubens Barichello to - obok Davida Coultharda - najbardziej doświadczony kierowca w stawce. W tym sezonie nie zdobył ani jednego punktu, bo Honda to największy zawód 2007 roku. Ale Rubinho w czwartek osiągnął sukces - japoński zespół przedłużył z nim kontrakt na kolejny sezon. Motorhome Hondy w godzinach popołudniowych był oblężony. A Barichello rozpływał się nad swoim szczęściem. Mówił, że z Jensonem Buttonem współpracuje mu się świetnie, że zespół na pewno wjedzie wreszcie na dobrą drogę, że ludzie w Hondzie gwarantują postęp.

Drugi Brazylijczyk Felipe Massa (Ferrari) po padoku przemykał spięty. Nie rozglądał się, nie uśmiechał. Ferrari walczy o mistrzostwo z McLarenem, ale Massa ostatnio jest w cieniu partnera z zespołu Kimiego Raikkonena, który wygrał dwa ostatnie wyścigi. Brazylijczyk rozluźnia się zapytany o zakończone niedawno Copa America. - Pewnie, że oglądałem finał! Super gra Brazylii, doskonały mecz [Canarinhos pokonali Argentynę 3:0 - przyp. red.]. Innych spotkań nie widziałem, bo nie miałem dostępu do wszystkich transmisji - mówił Massa wchodząc do tunelu, który przechodzi pod prostą start-meta. Wchodził w czerwonej kurtce i czapeczce Ferrari, wyszedł z tunelu w szarej koszulce, bez nakrycia głowy. W stroju nieoficjalnym, podpisując autografy, poszedł do hotelu. Jego ulubione kluby piłkarskie? - Sao Paulo i AC Milan.

Kubica spokojny

Grand Prix Europy odbywa się w Niemczech. W ojczyźnie startują: Nick Heidfeld, Ralf Schumacher, Nico Rosberg, Adrian Sutil i Markus Wilkenhock. Ten ostatni to debiutant. Zastąpi w Spykerze Christiana Albersa, który na razie karierę zawiesił, bo jego sponsor miał kłopoty z płatnością za jego miejsce w zespole. Wilkenhock na Nurburgring przeżyje moment historyczny: w 1985 roku jego ojciec Manfred, który na początku lat 80. był nieźle zapowiadającym się kierowcą, właśnie tutaj wystartował po raz ostatni w życiu. Tydzień później zginął w wypadku w Kanadzie.

Jedyny Polak w Formule 1 Robert Kubica przed początkiem weekendu Grand Prix jak zwykle jest spokojny. Obiad w motorhomie BMW Sauber, kilka wywiadów dla telewizji po drugiej stronie padoku, wreszcie dłuższy wywiad. - Nie obawiam się, że w Niemczech zespół może promować Nicka Heidfelda. Rewolucji w czołówce w tym wyścigu też się nie spodziewam. Jeśli nie będę miał problemów z samochodem, to pewnie będę zadowolony - mówił.

Webber kibicuje Crumpowi

Australijczyk Mark Webber z Red Bulla to fan żużla. Szybkim krokiem przechodzi przez padok, ale na rozmowę się zgadza. - Żużel? Właśnie przed chwilą o tym rozmawiałem z kolegą. Uwielbiam ten sport. Nie jest może skomplikowany, w odbiorze jest dość prosty, ale z drugiej strony jest tak widowiskowy! Podobają mi się takie "brudne" wyścigi. W Australii właśnie w takich zaczynałem - mówi Webber, który obok Kubicy jest najwyższym kierowcą w F1. W zasadzie nie obok - Webber jest najwyższy. Czy ogląda polską ligę żużlową? - Wiem, że jest bardzo dobra, ale nie mam gdzie jej oglądać. Ograniczam się do angielskiej, która też jest niezła. I oczywiście Grand Prix. Kibicuję oczywiście Australiczykom, np. Jasonowi Crumpowi. Ale Tomasza Golloba oczywiście znam - mówi Webber.

Na położonym w górach Eifel Nurburgringu w czwartek padało. Tuz po południu nawet rzęsiście. Ale potem wyszło słońce i ok. 17 asfalt był już suchy. Kibice zjeżdżali się coraz większą liczbą, część z nich holowała przyczepy kempingowe. Wąskie drogi dojazdowe i polany, na których rozkładane są te kempingowe obozowiska, przypominają trochę sposób kibicowania podczas alpejskich etapów Tour de France. Tylko, że na F1 nie można się zbliżyć do zawodnika na pół metra...