Delegacje sędziów do poprawki

Wszyscy sędziowie Sądu Najwyższego (a jest ich 88) zbiorą się, aby zdecydować, kto może podpisywać delegacje dla sędziów, bo wymiarowi sprawiedliwości grozi paraliż.

W departamencie kadr ministerstwa nikt nie odbiera, prezesi zastanawiają się, co z tym zrobić, zaczęły się telefony od niezadowolonych z wyroku stron - opowiada nam jeden z warszawskich sędziów.

We wtorek troje sędziów SN uznało, że delegacje sędziów (przeniesienie do sądu wyższego szczebla) podpisać może tylko minister sprawiedliwości. Dotychczas podpisywali je zastępcy ministra. Wprawdzie to orzeczenie obowiązuje tylko w rozstrzyganej we wtorek sprawie, ale jednocześnie jest wykładnią prawa. - Gdyby się zrealizował czarny scenariusz, to mielibyśmy do czynienia z paraliżem wymiaru sprawiedliwości - mówi prof. Marian Filar, karnista z uniwersytetu w Toruniu.

Bo sprawy, w których orzekali i orzekają sędziowie "źle delegowani", trzeba by zaczynać od początku, a wyroki - jako wydane przez niewłaściwie obsadzony skład - uchylać, a nawet wznawiać (na wniosek zainteresowanych) sprawy dawno zakończone.

Błyskawiczną decyzję podjął wczoraj I prezes SN prof. Lech Gardocki. Zdecydował, że delegacjami zajmie się pełny skład SN - czyli 88 sędziów.

Delegacje zdarzają się w każdym rodzaju spraw (cywilnych, karnych, pracowniczych). Nawet w SN są sędziowie delegowani przez zastępców ministra. Co więcej, wśród sędziów SN są na ten temat różne zdania.

Przez lata podpisane przez zastępców ministra delegacje były uznawane za najzupełniej prawidłowe. - Zdecydował pragmatyzm? - pytamy prezesa Gardockiego. - Nie odpowiem. Nie wiem, jaka będzie uchwała wszystkich sędziów SN - mówi.

We wtorek sędziowie uzasadnili ograniczenie podpisywania delegacji tylko dla ministra ochroną niezawisłości sądów, która i tak poprzez delegowanie sędziów jest ograniczona. - Instytucja delegowania jest ulubioną zabawką administracji wymiaru sprawiedliwości, bo przez nią minister i jego zaplecze ma grupę sędziów w garści. Czas aby z tej praktyki zrezygnować - uważa prof. Filar.

Problem doraźnie rozwiązać może minister Ziobro, poświęcając dzień pracy na podpisanie jeszcze raz ponad 430 delegacji, ale to byłoby ugięcie się przed środowiskiem, z którym jest w konflikcie. We wtorek usłyszeliśmy, że minister się zastanawia.