Nie ma winnych głodzenia uczniów

Prokuratura ma wyjaśnić, co działo się z pieniędzmi, które wychowawcy zabierali uczniom w Ochotniczym Hufcu Pracy w Ostródzie.

W Ostródzie trwa kontrola z warszawskiej centrali OHP. Ma wyjaśnić, kto i od kiedy wprowadził zabieranie jedzenia uczniom. To jednak może być trudne, bo w hufcu poginęły dokumenty. - Dlatego złożyłem doniesienie do prokuratury - mówi Grzegorz Kierozalski, komendant główny OHP. - To było działanie niezgodne z prawem i nieetyczne.

Komendant chce też, by prokuratura sprawdziła, co stało się z pieniędzmi, które OHP w Ostródzie dostawał na wyżywienie uczniów. - My chcemy wyciągać ludzi z cierpienia, a tu im tylko tego cierpienia ktoś przysparzał - mówił wczoraj w Olsztynie Bogdan Socha, wiceminister pracy odpowiedzialny za OHP, który przyjechał specjalnie w sprawie "głodzenia uczniów" opisanej przez "Gazetę" w czwartek.

W OHP w Ostródzie uczą się i mieszkają w szkolnej bursie uczniowie, przeważnie z biednych, wiejskich rodzin. OHP płaci za ich pobyt i jedzenie. Dzięki temu młodzież może się uczyć i zdobyć zawód. Ale w ostródzkim hufcu wymyślono, by uczniom, którzy się źle zachowują, wstrzymywać za karę część jedzenia. Rada pedagogiczna zabierała je za palenie papierosów, hałasowanie czy nieodpowiednie zachowanie na zajęciach.

Pozbawieni posiłków uczniowie musieli je kupować w stołówce za własne pieniądze. A tych często nie mieli. Dlatego obiad, śniadanie i kolację brali w stołówce na kredyt. - Na koniec roku bursa żądała od nich zapłaty. Wiemy, że uczniowie, którzy nie płacili, nie dostawali od szkoły świadectwa - mówi Grzegorz Kierozalski, komendant główny OHP.