Odwołany prokurator nie dał się zastraszyć

Przez lata pracowałem na opinię prokuratora apolitycznego. Pewnych granic więc nie przekroczę. Dlatego nawet gdyby mnie nie odwołano, i tak odszedłbym ze stanowiska - powiedział wczoraj Józef Niekrawiec, zdymisjonowany opolski prokurator okręgowy

Żegnał się z dziennikarzami na konferencji prasowej, choć jego przełożony prokurator apelacyjny we Wrocławiu Robert Hernand zakazał mu mówienia o dymisji.

- Grożono mi odpowiedzialnością karną za każde słowo, ale tym bardziej postanowiłem się z wami spotkać. W najgorszych czasach PRL-u grożono mi wyrzuceniem z pracy. Wówczas się nie ugiąłem, więc tym bardziej teraz, w wolnej Polsce, nie dam się zastraszyć - oświadczył Niekrawiec.

Uważa, że zdymisjonowano go, bo sprzeciwił się wymuszanym na nim zmianom kadrowym w prokuraturach rejonowych. A także odgórnym sugestiom, by niektóre media traktować przychylniej. - Pewnie się domyślacie które. Z panią akurat nie powinienem rozmawiać - powiedział, śmiejąc się do dziennikarki "Gazety".

Niekrawiec wyznał, że po zakończeniu kilku ważnych śledztw zamierzał, jeszcze w tym roku, zrezygnować z funkcji. - Bo z wieloma sprawami, jakie mają miejsce w prokuraturze, się nie identyfikuję. Są granice, których nigdy nie przekroczyłem. Prokurator nie ma służyć żadnej partii politycznej, nie ma realizować żadnego programu politycznego. Prokurator ma być absolutnie apolityczny. Na taką opinię pracowałem - zapewniał.

Przypomnijmy, że odwołano go w ub. tygodniu, zarzucając mu, iż z powodu jego kilkumiesięcznej choroby opolska prokuratura nie jest odpowiednio zdynamizowana.

Dymisja nastąpiła, gdy opolska prokuratura zaczęła przesłuchiwać władze opolskiego PiS. Sprawdza, czy nie doszło do przestępstwa podczas zebrania rady regionalnej PiS, na którym wypytywano o sytuację w Radiu Opole jej członków rady nadzorczej. Zarząd radia uważa, że doszło do ujawnienia tajemnic handlowych spółki.