Policja haruje, a CBA spija śmietankę

Śląska policja przez wiele miesięcy prowadzi śledztwa, a kiedy w końcu przychodzi do zatrzymywania podejrzanych, to wyręczają ich agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego. - Zasuwamy tylko po to, żeby oni mogli pochwalić się sukcesem - mówią poirytowani funkcjonariusze.

W połowie maja Centralne Biuro Antykorupcyjne triumfalnie ogłosiło, że zatrzymało podejrzanego o korupcję sędziego Grzegorza W. z Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej.

- Korzystny wyrok, uchylenie zakazu sądowego czy zastosowanie łagodniejszego środka zapobiegawczego - to przestępcze usługi, za które sędzia inkasował od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych - informowało biuro prasowe CBA. Zdjęcia z akcji, na której widać funkcjonariuszy w kurtkach z charakterystycznymi trzema literami na plecach, trafiły do wszystkich mediów w kraju.

Z informacji "Gazety" wynika jednak, że na ich sukces zapracowali... oficerowie z wydziału do walki z korupcją komendy wojewódzkiej w Katowicach. To oni przez półtora roku badali informacje o "spółdzielni" działającej w bielskim wymiarze sprawiedliwości. Razem z prokuratorem Jackiem Zmysłowskim po nocach oraz w weekendy analizowali akta i przesłuchiwali świadków. W końcu zyskali pewność, że mający problemy z prawem lokalni przedsiębiorcy kupowali korzystne dla siebie decyzje. Latem zeszłego roku śląscy policjanci zatrzymali pośredników, którzy w imieniu sędziów i prokuratorów ustalali warunki "transakcji" oraz cenę, a także tych, którzy przekazywali im pieniądze. To był przełomowy moment w sprawie.

Dzięki zeznaniom tych ludzi prokuratura skierowała wnioski o uchylenie immunitetu podejrzewanym o korupcję lub płatną protekcję: sędziemu Grzegorzowi W. (około 30 tys. zł łapówek), sędzi Aleksandrze Ś. (bombonierka i dwie butelki wódki), prokuratorowi Romanowi J. i prokurator Jolancie W. Sędzia Grzegorz W. był pierwszą osobą, której można było przedstawić zarzuty.

- O mało nas krew nie zalała, kiedy usłyszeliśmy, że jego zatrzymania dokona CBA, które przejmie też główny wątek śledztwa - mówi jeden z oficerów śląskiej policji. Przyznaje, że z taką decyzją spotkał się po raz pierwszy w swojej karierze. - Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść - mówi rozgoryczony.

- Zatrzymanie sędziego zleciła nam prokuratura z Bielska, która jest gospodarzem śledztwa - tłumaczy Temistokles Brodowski z CBA. Prokuratura nie chciała podać wczoraj powodów podjęcia takiej decyzji. Śląscy policjanci nie mają jednak wątpliwości, że musiała zapaść w Warszawie, a nie Bielsku.

- CBA jest oczkiem w głowie PiS-u, a każdy sukces biura sankcjonuje jego istnienie - mówią stróże prawa.

CBA wypłynęło też w sprawie sfingowanego napadu na Grzegorza Osyrę, prezydenta Mysłowic. Według prokuratury kilka dni przed wyborami w 2003 r. Osyra, licząc na współczucie wyborców, zranił się nożem i zgłosił napad. Śląscy policjanci przez trzy lata prowadzili śledztwo w tej sprawie, zatrzymali nawet mężczyznę, który celowo kierował dochodzenie na ślepe tory. W końcu w marcu prezydent Mysłowic usłyszał zarzuty składania fałszywych zeznań. Przeszukanie jego domu oraz przesłuchania świadków zlecono jednak... CBA.

- To wewnętrzna sprawa prokuratury, z której nie będziemy się tłumaczyli - mówi prokurator Tomasz Tadla, rzecznik katowickiej prokuratury.

CBA przyznaje, że w sprawie Osyry bazuje na policyjnych materiałach. - Nasi funkcjonariusze dotarli jednak do świadków, którzy złożyli zeznania z nowymi wątkami - podkreśla Brodowski.