Palma z czepkiem też protestuje

Wczoraj do manifestujących pielęgniarek i położnych przyjechało 80 nauczycieli ze Związku Nauczycielstwa Polskiego z Radomia, Łodzi i Kielc.

W białym miasteczku przed Kancelarią Premiera, tuż przy ogrodzeniu warszawskich Łazienek, było wczoraj prawie półtora tysiąca osób. Kilka tysięcy już przez nie się przewinęło od minionego wtorku. Nauczyciele przywieźli konserwy mięsne.

Koczuje dla córki Basi

"Basiu, żebyś nie musiała jechać za chlebem" - taki napis widnieje na jednym z namiotów. Od niedzieli śpi w nim pani Helena, pielęgniarka z Jaworzna. Kartkę wywiesiła wczoraj rano. Wstała, znalazła kawałek zielonego materiału i napisała, "co jej w duszy gra". - Basia to moja 23-letnia córka. Widziała, że pracuję w nocy i zarabiam grosze, mimo to wybrała ten zawód. Za rok będzie pielęgniarką. Nie chcę, żeby musiała wyjeżdżać z kraju, żeby godnie żyć. Chcę, żeby opiekowała się polskimi pacjentami, dlatego tu jestem.

Pani Helena ma nadzieję, że dojdzie w końcu do rozmów. - I Basia będzie mogła pracować w lepszych warunkach. Dlatego zostanę tu, choć na początku planowałam, że wyjadę w poniedziałek - mówi.

Najbardziej bolą ją oskarżenia, że protest pielęgniarek jest polityczny. - To nasze życie, a nie polityka, dlatego męczymy się, żyjąc w tych namiotach.

Traci głos dla koleżanek

- Tracę głos - uprzedza Krystyna Ciemniak, szefowa opolskich pielęgniarek, i wyjmuje inhalator z antybiotykiem. Kilka wdechów i zaczyna mówić. Strasznie chrypi. Ciągle uśmiechnięta. Wulkan energii.

Tydzień temu poprowadziła kilkutysięczny tłum pod kancelarię premiera. Potem spała na środku Alej Ujazdowskich przed budynkiem kancelarii. Pojechała na półtora dnia do rodzinnego Opola. Lekarze podleczyli jej gardło i kazali się oszczędzać. Wróciła do stolicy i śpi kilka godzin na dobę.

- O, tu są lekarze ode mnie z Kędzierzyna-Koźla - rozpoznaje nowe osoby, które trafiają do białego miasteczka. - Witam! Cieszę się, że przyjechaliście. Potrzebujemy wsparcia.

W dzień załatwia sprawy związane z protestem, udziela wywiadów, chodzi na zebrania komitetu strajkującego, a w nocy planuje wesele córki, które odbędzie się 7 lipca.

- Dobrze, że mam dobrze zorganizowaną rodzinę, wszystko zostało na ich głowie - mówi. - Ale moja córka to rozumie. Wie, że teraz nie możemy się poddać.

Ma ciągle nadzieję, że coś się zmieni

Bożena Stachyra, pielęgniarka ze Szczecina, ma kłopoty z kręgosłupem. Jest po operacji.

- Spanie na ziemi mi nie służy - uśmiecha się i łyka kolejną tabletkę przeciwbólową. Przed kancelarią premiera koczuje od początku. Każdego dnia wstaje z nadzieją, że w końcu rozpoczną się negocjacje z rządem, i przeżywa kolejne rozczarowania.

Wczoraj kupiła kilka pamiątkowych zdjęć, na których widać ją z koleżankami na tle namiotów. - Trochę drogo. 3 zł za sztukę, ale przecież to historyczna pamiątka.

Niewyspanie i ból kręgosłupa mniej ją bolą niż arogancja rządu. - Jesteśmy za grzeczne, dlatego nas się nie boją - mówi. - Gdyby tu koczowało tysiąc górników, to rząd od razu przystąpiłby do rozmów. Ale jesteśmy wytrwałe, możemy tu żyć tygodniami. Nie poddamy się. Tylko boli, że traktują nas jak podludzi.

Pełnoletnia córka pani Grażyny i mąż rozumieją wyjątkowość sytuacji. - Mój mąż jest pielęgniarzem. Jestem tu w ich imieniu. Ciągle mamy nadzieję, że coś się zmieni.

Sebastian Nefaj, pielęgniarz z Kalisza, przez ostatnie siedem dni spał pięć godzin. - Jadę na adrenalinie i stresie - opowiada. - W dzień jest za głośno, w nocy biorę udział w warcie, gdy kobiety śpią. Odeśpię, jak wrócę do domu. Wtedy puszczą nerwy.

Codziennie przez telefon rozmawia z sześcioletnim synem Mikołajem i żoną Moniką. W kieszeni nosi ich zdjęcia. - Muszę tu być, walczę o siebie i moją rodzinę.

Palma z czepkiem

Słynna palma na warszawskim rondzie de Gaulle'a od wczoraj ma czepek pielęgniarski. Prześcieradło z czarnym pasem zawiesiła na niej Jolanta Rajkowska, jej autorka i właścicielka.

- Dziś to nie jest palma, ale pielęgniarka - mówi pani Ewa. To ona w niedzielę wieczorem wymyśliła, żeby pielęgniarski motyw znalazł się na drzewku i zadzwoniła z tym pomysłem do Rajkowskiej.

- Przechodziłam obok namiotów przy Alejach Ujazdowskich i myślałam, w jaki sposób pokazać, że Warszawa solidaryzuje się z tymi kobietami - opowiada. We wtorek, gdy rozpoczął się protest pielęgniarek, obroniła doktorat z filozofii.

- Ten czepek będzie widoczny z daleka. Przypomni wszystkim, że kilka kilometrów stąd kobiety walczą o swoją godność. Śpią na ulicy, a dla rządu nic to nie znaczy - cieszy się.