PiS nie chce ulicy Dzieci Kwiatów

Nowa peryferyjna uliczka nie powinna się nazywać Dzieci Kwiatów, bo to się kojarzy z hipisami - protestowali w czwartek z niesmakiem warszawscy radni Prawa i Sprawiedliwości. A hipisi w śmiech

Grymas na twarzach prawicowych samorządowców z komisji nazewniczej w Radzie Warszawy mówił wczoraj wszystko. - Byłam tam, gdzie się tworzył ruch hipisowski. W tym czasie szwendałam się po Indiach i ta subkultura po prostu mi się nie podobała. Nie chcę wchodzić w szczegóły estetyczne - ucięła Olga Johann na prośbę, żeby powiedziała, co konkretnie zarzuca hipisom i nazwie "ulica Dzieci Kwiatów". Do odpowiedzi wskazała na młodszego kolegę z klubu PiS Michała Grodzkiego, lat 28.

- Skinheadom mogłaby się nie podobać - stwierdził radny Grodzki, który przewiduje, że ta grupa też mogłaby zechcieć ulicy. A za skinheadami punkowie i zrobiłby się problem. Sam już miał wczoraj kłopot - uważa, że w mieście "doświadczonym Powstaniem Warszawskim" trzeba rezerwować lokalizacje kombatantom. Ci zaś chcieliby nazwać skwer batalionu "Nałęcz" koło Arsenału. A ponieważ według radnego Grodzkiego jest to mało godne miejsce, długo szukał bardziej odpowiedniego w pobliżu. Okazało się jednak, że wszystkie okoliczne skwery mają już swoje bataliony.

O ulicę Dzieci Kwiatów wystąpili mieszkańcy jednorodzinnych domów, które powstają na obrzeżach Białołęki. Przekonują, że w tej okolicy są już takie ulice jak Cudne Manowce, Małego Dębu i Polnego Wiatru. Ich zdaniem Dzieci Kwiaty bardzo by tutaj pasowały.

- Ale po co? Znowu będą niepotrzebne emocje, zacznie się rzucanie kamieniami, zamalowywanie tabliczek... - wieszczyła radna Johann. - Nazwy powinny być lubiane przez wszystkich, bo ludzie chcą, żeby były ciepłe i łagodne.

- Przecież to bardzo ładna nazwa bez względu na kontekst. Sprzeciw radnych świadczy o tym, że są małoduszni i zabrakło im fantazji - wiadomość rozbawiła byłego hipisa Kamila Sipowicza. Dodał, że w latach 60. trzeba było mieć sporo odwagi, żeby przyznawać się do tej formacji. - Właśnie piszę książkę o hipisach i natknąłem się na wiele materiałów milicyjnych, które świadczą o tym, że był to ruch prześladowany. Zdarzały się pobicia, PRL-owska prasa pisała o "zatrutych kwiatach", przyprawiła im gębę narkomanów. Dziwię się radnym PiS, bo to Gomułka nienawidził hipisów. A słyszałem kiedyś europosła tej parii Michała Kamińskiego, jak mówił, że w młodości było nimi wielu ich działaczy.

Wśród nich Ryszard Terlecki, kandydat PiS na prezydenta Krakowa, były szef oddziału IPN w tym mieście, a dzisiaj radny. W latach 70. znany też jako "Pies". - Ulica Dzieci Kwiatów? - uśmiecha się. - Zabawna nazwa. Mnie by akurat nie przeszkadzała.

- Brzmi dobrze, a dzieci kwiaty to część mojego pokolenia. Mam do nich sporo sentymentu i nie sądzę, żeby były to osoby zasługujące na potępienie - przyznaje Maria Szreder, która zasiada w komisji nazewniczej z ramienia Platformy Obywatelskiej. Jej dwie koleżanki też popierają ulicę Dzieci Kwiatów. - Jeśli zależy na tym samym mieszkańcom, staramy się nie ingerować - mówią.

Teraz o nowej ulicy wypowiedzą się dzielnicowi radni z Białołęki. Po czym sprawa wróci pod głosowanie Rady Warszawy.