W Chile znikło jezioro

Przez dwa miesiące w Chile znikło dwuhektarowe jezioro. Jeszcze w marcu, podczas patrolu strażników, było normalnych rozmiarów - twierdzą chilijskie władze. Naukowcy badają, dlaczego jezioro wyschło.

Jezioro znajdowało się w Parku Narodowym Bernarda O'Higginsa na południu Chile, w sąsiedztwie Cieśniny Magellana, ok. dwóch tysięcy km od Santiago.

- W marcu, gdy byliśmy nad jeziorem, wszystko było w porządku - mówi Juan Jose Romero ze stowarzyszenia leśników Conaf. - Gdy wróciliśmy tam w maju, byliśmy zaskoczeni, bo jeziora nie było. Pozostał tylko głęboki krater i bryły lodu, które wcześniej pływały na powierzchni wody.

- Na dnie widać też dużą szczelinę - dodał. Zdaniem geologów, pęknięcie mogło powstać z powodu trzęsienia ziemi i właśnie przez nie woda mogła wypłynąć.

Problem niszczenia jezior w tym regionie istnieje jednak w Chile od paru lat i nie jest spowodowany trzęsieniami ziemi.

Naukowcy: To hodowla ryb zagraża jeziorom

Chile to - po Norwegii - drugi największy producent łososia. W zeszłym roku zarobiło na handlu tymi rybami 2,2 miliarda dolarów. Produkcja łososi szybko się rozwija (z 33 tys. ton w 1991 do 387 tys. ton w 2006) i - wg ekspertów rynku - za kilka lat Chile wyprzedzi Norwegię pod względem wielkości sprzedaży.

Według World Wildlife Fund, naturalne jeziora na południu Chile są niszczone przez producentów, którzy wykorzystują je zamiast własnych, sztucznych zbiorników wodnych, by bez ponoszenia kosztów hodować jak najwięcej młodych ryb. Dopiero gdy łososie są duże, hodowcy przenoszą je do własnych jezior. Jak podkreślają eksperci, producenci trzymają młode ryby w naturalnych jeziorach tylko po to, by zmniejszyć koszty hodowli, nie ma żadnego innego powodu, dla którego łososie nie mogłyby przebywać w sztucznych zbiornikach.

Zdaniem WWF, dalszy wzrost hodowli młodych łososi w naturalnych jeziorach może doprowadzić nie tylko do degradacji samych jezior, ale i powiązanych z nimi ekosystemów i - w efekcie - wpłynąć na gospodarkę Chile. Wiele z takich jezior położonych jest na wzgórzach i terenach górskich, w pobliżu wygasłych wulkanów - jak to, które wyschło w maju. Otoczone są przez piękne krajobrazy i co roku przyciągają coraz więcej turystów.

Zagrożenie dla ekosystemów

Naukowcy uważają też, że - nawet jeśli same jeziora nie będą wysychać - zwiększające się populacje łososi zagrożą innym żyjącym tam gatunkom, bo zmniejszają ilość dostępnego tlenu.

Jak podkreślają eksperci, by zapobiec dalszej degradacji naturalnych jezior, na budowę nowych, sztucznych akwenów trzeba by wydać 43 miliony dolarów - to ok. dwa procent zysków, jakie państwo co roku czerpie z eksportu łososi. - Naturalne jeziora można zastąpić sztucznymi w przeciągu kilku lat - mówi Jason Clay, który wiceszef WWF. Chilijscy hodowcy sprzeciwiają się temu, twierdząc, że ich branża podlega i tak zbyt dużym regulacjom ze strony państwa.