"Fakt" przyznaje się: list Betanek nieprawdziwy

"Fakt" opublikował tekst, w którym zasugerował, że kazimierskie Betanki mogą popełnić zbiorowe samobójstwo. Miał o tym świadczyć list jednej z sióstr. Publikacja przeraziła rodziców i postawiła na nogi policje i prokuraturę. Wczoraj redakcja przyznała, że i list i tekst są nieprawdziwe.

"Betanki szykują zbiorowe samobójstwo". - to tytuł tekstu w sobotnim "Fakcie". Tabloid napisał, że rodziny zakonnic z Kazimierza otrzymały zatrważające listy. Byłe Betanki "żegnają się z bliskimi". W tekście wypowiada się zrozpaczona matka jednej z sióstr. "Moja córeczka pisze, że nadszedł czas próby i ma zamiar przejść na stronę światła. Co to wszystko znaczy? Jestem przerażona! Boję, że ona chce sobie odebrać życie! Kiedy wreszcie ten koszmar się skończy?". "Fakt" opublikował fragmenty listu.

Sobotni tekst postawił na nogi policję i prokuraturę. Do Kazimierza ruszył tłum dziennikarzy. Prokuratura wszczęła śledztwo mające wyjaśnić, czy zagrożenie zbiorowym samobójstwem jest realne. Nieoficjalnie mówiło się nawet o szturmie specjalnych oddziałów policji na zabarykadowane w klasztorze siostry.

Policjanci szybko ustalili, że personalia podane w tekście nie zgadzają się z danymi osób, które są w Kazimierzu oraz ich krewnych. Janusz Wójtowicz, rzecznik lubelskiej komendy wojewódzkiej policji poinformował nas we wtorek, że prokuratura poprosiła "Fakt" o list od Betanki. Ale "Fakt" w odpowiedzi na prośbę o list miał zażądać oficjalnego pisma, a potem - po ponagleniach policji - stwierdzić, że odpowiedź przygotują radcy prawni tabloidu.

W środę przesłuchany został jeden z wicenaczelnych tabloidu. - Powiedział, że redakcja drukując tekst o Betankach popełniła błąd, a informacje zawarte w publikacji są nieprawdziwe - , informuje Marek Woźniak, zastępca szefa Prokuratury Okręgowej w Lublinie. - Redaktor wyjaśnił, że "Fakt" otrzymał relację dotyczą problemu od jednego z lubelskich współpracowników gazety, który przekazał im fotokopię listu, oraz fotografię rzekomej matki jednej z betanek. I że redakcja "Faktu" usiłowała zweryfikować prawdziwość informacji, ale dopiero po publikacji tekstu. Zastępca naczelnego "Faktu" zapowiedział też, że redakcja w najbliższych dniach opublikuje w tej sprawie sprostowanie. Obiecał też, że w czwartek "Fakt" przekaże śledczym fotokopię fałszywego listu.

Pod tekstem o możliwości samobójstwa Betanek podpisany był Rafał Marczuk. Lubelscy dziennikarze nie znają reportera o tym nazwisku. Lubelskim korespondentem "Faktu" jest Jarosław Górny, który powiedział nam wczoraj, że tekst nie jest jego autorstwa. Zastrzegł, jednak że nie może mówić o szczegółach.

- Wyjaśniamy tę sprawę, nie wykluczam, że zostaliśmy wprowadzeni w błąd. To wszystko, co mogę na razie na ten temat powiedzieć - powiedział w środę PAP redaktor naczelny "Faktu" Grzegorz Jankowski.

Sprawdzając informację tabloidu śledczy przesłuchali kilkadziesiąt osób. Był wśród nich ojciec jednej z Betanek, która przebywa w kazimierskim domu. - Jak przeczytałem artykuł w "Fakcie" przeraziłem się. Wsiadłem w samochód i od razu pojechałem do Kazimierza. Zapytałem córkę o list, a ona na to: za kogo ty mnie masz? Ja tu przyszłam służyć Bogu a nie życie sobie odbierać. W prokuraturze oświadczyłem, że mam pewność iż do niczego złego w Kazimierzu nie dojdzie. Kto chce może stamtąd odejść. Zaproponowałem też że mogę porozmawiać z córką i innymi siostrami, by zgodziły się na rozmowę z prokuratorem w Kazimierzu - powiedział nam wczoraj ojciec kobiety.

O konflikcie w Zgromadzeniu Sióstr Rodziny Betańskiej zaczęło być głośno po tym, gdy w sierpniu 2005 roku ówczesna przełożona generalna zakonu s. Jadwiga Ligocka nie uznała powołania na nową przełożoną s. Barbary Robak. Zmiana była efektem skarg części sióstr na sposób kierowania zgromadzeniem przez s. Ligocką, która miała powoływać się na "prywatne natchnienia Duchem Świętym", czyli objawienia. W odpowiedzi na decyzję Watykanu wezwała do Kazimierza siostry z innych części kraju. W domu zabarykadowało się ponad 60 kobiet.

Wszystkie zostały już usunięte ze zgromadzenia. Sąd - na wniosek zakonu - orzekł eksmisję wobec 47 kobiet. Pod koniec czerwca zajmie się kolejnymi 17 osobami. Rodzice którzy chcą, by ich dzieci opuściły dom są od nich izolowani.