Europa gotowa przeprosić Afrykę za niewolnictwo

Jesteśmy gotowi przeprosić Afrykę za wieki kolonializmu i niewolnictwa - oznajmiła wczoraj w Durbanie Unia Europejska. Może to oznaczać, że Afrykanie dostaną jakieś rekompensaty za cierpienie przodków

Europa gotowa przeprosić Afrykę za niewolnictwo

Jesteśmy gotowi przeprosić Afrykę za wieki kolonializmu i niewolnictwa - oznajmiła wczoraj w Durbanie Unia Europejska. Może to oznaczać, że Afrykanie dostaną jakieś rekompensaty za cierpienie przodków

Nagła zmiana stanowiska europejskiego nastąpiła, gdy wydawało się, że Światowa Konferencja przeciw Rasizmowi zakończy się kompletnym fiaskiem w atmosferze awantur i wzajemnych oskarżeń.

Kiedy zamykaliśmy to wydanie "Gazety", w Durbanie jeszcze trwały spory i nie było ostatecznego tekstu deklaracji. Unia zgadzała się jednak, by w deklaracji końcowej konferencji znalazł się taki fragment poświęcony wiekom kolonializmu i niewolnictwa:

"Niektóre państwa postanowiły dać wyraz swym wyrzutom sumienia, żalowi bądź przeprosić. A także wezwać kraje, które jeszcze tego nie zrobiły, do znalezienia odpowiedniej formy przywrócenia godności ofiarom".

Na pytanie, czy oznacza to, że Europa przeprasza Afrykę, rzecznik belgijskiego MSZ (Belgia przewodzi Unii) Koen Vervaeke odparł bez wahania: "Tak".

Wieczorem wszystko wskazywało na to, że uczestnicy konferencji w Durbanie zdołali się porozumieć w sprawie jednego z najbardziej konfliktowych punktów programu. Wprawdzie w chwili zamykania "Gazety" wciąż spierano się, czy - tak jak żądała Afryka - uznać wieki kolonializmu i rasizmu za zbrodnię przeciw ludzkości, to jednak i tak europejskie przeprosiny przyjęto z radością i ulgą. Tym bardziej że dyplomaci Starego Kontynentu skłaniali się do zgody na paragraf o "moralnym obowiązku" dawnych kolonizatorów i państw niewolniczych do "znaczących działań zmierzających do naprawienia odczuwalnych do dzisiaj bolesnych konsekwencji tych praktyk".

Przedstawiciele RPA, którzy przygotowali tekst, tłumaczyli, że chodzi przede wszystkim o redukcję długów państw afrykańskich, pomoc w ich rozwoju i zapewnienie im dostępu do rynków europejskich.

- Jeśli rzeczywiście Europejczycy zaakceptują te propozycje, to będzie trzęsienie ziemi - stwierdził brazylijski ambasador Gilberto Saboia, który negocjował z Europą przyjęcie afrykańskiego tekstu.

Entuzjazm i nadzieja na sukces w Durbanie udzieliły się też chyba państwom arabskim. Dzień wcześniej zerwały one negocjacje nad artykułem o sytuacji na Bliskim Wschodzie - za wszelką cenę chcą potępić Izrael jako państwo rasistowskie. Jednak w piątek wieczorem przedstawiciel Palestyńczyków stwierdził: - Mimo że ten tekst nie odpowiada naszym oczekiwaniom, to nie oznacza, że podczas głosowania na pewno go odrzucimy.

- Póki dokument końcowy nie został przyjęty, naprawdę wszystko może się jeszcze zdarzyć - powiedział nam Jose Diaz, rzecznik wysokiej komisarz ONZ ds. praw człowieka Mary Robinson. W piątek wieczór ogłoszono, że obrady zostaną zakończone w sobotę

Dla "Gazety"

dyplomata UE, uczestnik durbańskich negocjacji, który prosił o anonimowość:

Bardzo wielu dyplomatów europejskich nie ma wątpliwości, że handel niewolnikami był zbrodnią przeciw ludzkości. Możemy i powinniśmy przepraszać oraz zgodzić się na ekonomiczne kompensacje bo dług wobec Afryki mamy ogromny. Ale nie możemy sobie pozwolić na oficjalne stwierdzenie, że była to zbrodnia. Zbrodnia przeciw ludzkości jest najcięższym przestępstwem i nie ulega przedawnieniu! I gdyby nawet Afryka zobowiązała się tu dzisiaj, że nigdy na drodze sądowej nigdy nie będzie się domagać się reparacji, to jutro amerykańscy adwokaci ruszyliby w poszukiwania organizacji czy grup osób by w ich imieniu pozywać do sądu dawne potę gi kolonialne. Bo skoro się przyznały, to muszą ponieść karę... Oczywiście większości prawników nie chodziłoby tak naprawdę o reparacje dla Czarnych. Byłaby to dla nich przede wszystkim okazja to skupienia na sobie uwagi mediów i zarobieniu kolejnych kilku milionów. A na to Europa nie chce pozwolić. Na szczęście wydaje się, że wiele państw afrykańskich rozumie nasze stanowisko.

Tomasz Surdel