Europoseł w obronie polskiej wódki

Eurodeputowany Bogusław Sonik oburzony niemiecką propozycją definicji wódki. Przedstawiciel niemieckiego rządu wysłał list do 24 krajów Unii z apelem o poparcie bardzo szerokiej definicji wódki. Berlin chce, by ten trunek można było produkować z wielu składników, a nie tylko ze zboża, ziemniaków i melasy buraczanej, jak chce Warszawa. Listu nie otrzymał jednak nikt z delegacji polskiej i litewskiej.

Bogusław Sonik w wydanym oświadczeniu napisał, że jest oburzony listem i sposobem załatwiania spraw za plecami niektórych krajów członkowskich UE. Zaznaczył, że wyłączenie a priori Polski i Litwy przez Prezydencję niemiecką nawet w pojedynczej sprawie to przejaw woli dyskryminowania tych krajów członkowskich na innych obszarach.

Wódka z odpadów z winogron?

Polski europoseł zażądał natychmiastowej reakcji ze strony Kanclerz Angelii Merkel oraz zbadania związków urzędników z lobbystami. Zwrócił uwagę, że list oficjalnie sygnowany przez wysokiego rangą niemieckiego urzędnika powołuje się wprost na stanowisko największej grupy lobbingowej w unii Europejskiej zrzeszonej wokół European Vodka Alliance. Do grupy tej należą najwięksi producenci wódek z odpadów winogronowych.

Neokolonializm

Bogusław Sonik oświadczył, że nie rozumie, dlaczego Niemcy tak się upierają przy niekorzystnej definicji. Postępowanie władz w Berlinie określił jako neokolonializm. Zauważył, że 90 procent wódki na rynku europejskim produkują nowe kraje Unii i Skandynawia.

Niemcy oprócz rozszerzenia definicji wódki proponują też, by informacja o tym, z czego wódka została wyprodukowana, była umieszczana z tyłu butelki. To wyjątkowo niekorzystna propozycja dla Polski, która w trosce o ochronę interesów krajowych producentów wódki, od kilku lat walczy w Unii o zawężoną definicję tego trunku.

Negocjacje w tej sprawie na razie nie przyniosły rozstrzygnięcia, bo zbyt duże są różnice zdań wśród państw członkowskich.