Odszkodowanie za aresztowanie po linczu

6,3 tys. zł dostanie od skarbu państwa Piotr K. z Włodowa, który niesłusznie podejrzewany o udział w linczu siedział w areszcie dwa miesiące.

K. został zatrzymany 2 lipca 2005 r. Dzień wcześniej we Włodowie od ciosów łomem i łopatami zginął recydywista Józef C.

Policja podejrzewała, że zabiło go siedmiu mieszkańców wsi, w tym K. On mówił, że zdarzeniu przyglądał się z daleka. Ale dwaj jego sąsiedzi powiedzieli, że Piotr K. razem z nimi bił Józefa C.

- Na tamtym etapie sprawy takie decyzje były słuszne i zgodne z prawem - mówiła wczoraj o aresztowaniu Piotra K. sędzia Krystyna Szczechowicz. Podkreśliła, że dopiero kolejne etapy śledztwa pozwoliły stwierdzić, że nie brał udziału w linczu. Za dwa miesiące aresztu K. chciał 11 tys. zł zadośćuczynienia. - Od kiepskiego jedzenia nabawiłem się wrzodów żołądka, a z nerwów cały czas płakałem - mówił. Dodał, że do dziś leczy się psychiatrycznie. Za to chciał dodatkowe 2 tys. zł odszkodowania. Ponieważ nie miał udokumentowanych wydatków związanych z kupowaniem lekarstw i opłacaniem wizyt u specjalisty, sąd chciał przerwać sprawę i ściągnąć od jego psychiatry dokumenty. K. zdenerwował się tym i zrezygnował z odszkodowania. Za dzień w areszcie sąd przyznał mu 100 zł, w sumie 6,3 tys. zł.