Amerykańscy widzowie obejrzeli finał "Rodziny Soprano"

Widzowie za oceanem obejrzeli wczoraj ostatni odcinek najpopularniejszego serialu w amerykańskiej telewizji.

Obsypany nagrodami serial opowiadający historię mafijnej rodziny z New Jersey był przez osiem lat emitowany w kanale HBO. Miliony widzów śledziły z napięciem losy Tony'ego Soprano - bossa mafii i głowy rodziny. Widzowie z napięciem oczekiwali odpowiedzi na finałowe pytanie: "Co stanie się z Tonym?". Ostatnia scena przedostatniego odcinka pokazywała bowiem głównego bohatera ukrywającego się przed zabójcami z konkurencyjnej rodziny mafijnej.

Ironia i satyra

O "Sopranos" mówi się jako największym osiągnięciu w historii telewizji. Zdaniem krytyków serial czerpie zarówno z dramatów Shakespeara jak i z greckich tragedii. Paul Chicklet- hollywoodzki scenarzysta twierdzi, że Tony Soprano to postać wywołująca skrajne uczucia. Według niego widzowie kochają nienawidzić Tony'ego. - Gdzieś wewnątrz czujemy, że nie powinniśmy lubić tego gangstera i mordercy. Z drugiej strony widzimy w nim nie tylko bezwzględnego bandytę ale interesującego, wrażliwego człowieka, którego losy nas poruszają. W pewnym momencie myślimy o nim jak o kimś bliskim - mówi Chicklet.

"Sopranos" to coś więcej niż saga rodziny mafijnej. Serial wyróżniał się niebanalnymi postaciami, ostrą satyrą społeczną i błyskotliwą ironią. Tony Soprano i jego wspólnicy to postaci, w których jak w lustrze odbija się obraz współczesnego społeczeństwa.

Sopranos to fenomen kulturowy przyciągający przed telewizory rzesze wiernych fanów po obu stronach Atlantyku. Wielu z nich w sobotnie wieczory będzie tęsknić za towarzystwem Tony'ego Soprano i jego rodziny.