Prokuratura o przyczynach tragedii w austriackim Kaprun

Austriacka prokuratura ujawniła w czwartek wyniki dziesięciomiesięcznego śledztwa, które miało wyjaśnić przyczynę tragicznego pożaru w kolejce na Kitzsteinhorn w słynnym narciarskim kurorcie Kaprun. Zdaniem śledczych 155 osób zginęło z powodu wadliwie działającego grzejnika w kabinie motorniczego

Prokuratura o przyczynach tragedii w austriackim Kaprun

Austriacka prokuratura ujawniła w czwartek wyniki dziesięciomiesięcznego śledztwa, które miało wyjaśnić przyczynę tragicznego pożaru w kolejce na Kitzsteinhorn w słynnym narciarskim kurorcie Kaprun. Zdaniem śledczych 155 osób zginęło z powodu wadliwie działającego grzejnika w kabinie motorniczego

Do tragedii doszło 11 listopada 2000. Pożar musiał wybuchnąć, zanim kolejka ze 162 pasażerami wyruszyła z dolnej stacji. - Jeden ze świadków widział, że jej wagonik dymił już przed wjazdem do tunelu, w którym rozegrał się dramat - ujawnił nadzorujący śledztwo przewodniczący Trybunału w Salzburgu Walter Grafinger. Zdaniem ekspertów w zainstalowanym w kabinie motorniczego tanim elektrycznym grzejniku-dmuchawie zatrzymał się wentylator. Rozgrzana do czerwoności spirala grzejna najpierw stopiła swą obudowę; od niej zapaliły się przebiegające tuż obok rury z łatwo palnym olejem hadraulicznym (nie były zabezpieczone odporną na ogień substancją). I to właśnie system hydrauliczny, który uruchamia hamulce i otwiera drzwi kolejki, sprawił, że pożar się rozprzestrzenił.

Płonący wagonik zatrzymał się - z niewyjaśnionych dotąd powodów - w minutę po wjeździe do liczącego blisko 3 km tunelu. Drzwi się nie otworzyły; kilku pasażerom udało się uciec przez okna, ale większość spłonęła w wagoniku, w którym temperatura bardzo szybko przekroczyła 1 tys. stopni. Zginęło 155 osób (trzy spośród nich zaczadziały w górnej stacji).

Po ustaleniu przyczyn katastrofy prokuratura musi teraz ustalić, kto jest za nią odpowiedzialny - producent grzejnika, firma, która go zamontowała, właściciel kolejki czy eksperci, którzy uznali ją za w pełni bezpieczną? Odpowiedź ma być znana za kilka miesięcy.

Tomasz Surdel