Policjanci - ofiary, czy oprawcy?

Zostałem do nieprzytomności pobity przez policjantów - twierdzi Damian Pacamaj. Policja: - To ten pan brał udział w pobiciu policjantów

Obie strony są zgodne tylko co do jednego - 10 czerwca na sopockiej plaży doszło do bijatyki. Z jednej strony uczestniczyła w niej grupa znajomych wracających z Koliby, z drugiej - towarzystwo, w którym znajdowali się policjanci. Potem relacje są już sprzeczne.

- Dochodziła czwarta rano, gdy jeden z przyjaciół postanowił się wykąpać - wspomina Pacamaj, 26-letni informatyk. - To prawda. Byliśmy podpici i zachowywaliśmy się głośno, ale o tej porze nad wodą chyba nikomu nie przeszkadzaliśmy. W pewnej chwili podeszło do nas jednak trzech mężczyzn. Zaczęli nas wyzywać i kazali "spier " z plaży. Nie przestraszyliśmy się ich, więc jeden rzucił się z pięściami na mojego kolegę.

Gdy Damian Pacamaj zobaczył, co się dzieje, odszedł.

- To dlatego, że ważę 55 kg i w żadne awantury się nie pcham, bo po prostu nie mam w nich szans - tłumaczy.

Tym razem nie uniknął jednak starcia. Jak twierdzi, dogoniło go dwóch mężczyzn. Przewrócili go, dusili, kopali. Po jednym z kolejnych uderzeń stracił przytomność. Ocknął się w szpitalu, ze wstrząśnieniem mózgu. Wyszedł na własną prośbę po trzech dniach.

- Poszedłem na komendę policji w Sopocie, by wyjaśnić sprawę. Tam próbowano mi wmówić, że zostanę oskarżony o czynną napaść na funkcjonariusza - opowiada. - Okazało się, że dwóch z tych mężczyzn, którzy mnie pobili, było policjantami.

Ustaliliśmy, że funkcjonariusze także wracali z imprezy, byli po służbie i nie byli umundurowani. Twierdzą, że chcieli uspokoić karygodnie zachowujących się na plaży ludzi, ale to nie pomogło. Dopiero po chwili powiedzieli, że są z policji, ale wtedy trwała już bójka. Pacamaj i jego znajomi utrzymują, że nie mieli pojęcia, że to policjanci.

- W szpitalu wylądował także jeden z funkcjonariuszy - mówi rzecznik sopockiej policji Mariusz Dąbrówka. - W tej sprawie jeszcze nikomu nie postawiono zarzutów i nie wiemy, czy je postawimy. Była godzina czwarta w nocy, więc nie ma bezstronnych świadków zdarzenia. Dysponujemy tylko zeznaniami uczestników, a nie są one zbieżne i trudno je w prosty sposób zweryfikować.

Pacamaj nie chce tego nawet słuchać.

- Zwierzęta traktuje się lepiej! Przecież ja na nikogo nawet nie podniosłem ręki. Policjant wyższy ode mnie o głowę i cięższy o kilkadziesiąt kilogramów może mnie zatrzymać jedną dłonią. Ale ja zostałem skopany po głowie do nieprzytomności i na pewno tej sprawy tak nie zostawię. - podkreśla. - Zamierzam skierować ją do sądu i domagać się swoich praw. Policjanci nie mogą być bezkarni. W szpitalu zrobiłem sobie zdjęcia niemal całego ciała, w tym rąk. Widać, że na dłoniach nie mam najmniejszych draśnięć ani nawet zasinień, co może być dowodem, że nikogo nie uderzyłem.