Kuchciński nie zastosował się do wyroku sądu

Marek Kuchciński, szef klubu parlamentarnego PiS i lider tej partii na Podkarpaciu, 14 lat zwleka z przeproszeniem dyrektora ?plastyka" w Jarosławiu. A przeprosić mu go kazał sąd.

- Nie dobrze mi się robi, jak widzę w telewizji pana Kuchcińskiego - mówi Józef Kalinowski, dziś dyrektor Liceum Sztuk Plastycznych w Jarosławiu.

Kalinowski mieszka w Przemyślu, skąd pochodzi Marek Kuchciński. Obecnie bezpartyjny dyrektor liceum plastycznego, przed laty był działaczem pierwszej "Solidarności", jest członkiem Klubu Inteligencji Katolickiej. W 1991 r. walczył o mandat posła. Wystartował z listy nieistniejącego już Chrześcijańsko-Demokratycznego Stronnictwa Pracy. Na trzy dni przed wyborami lokalny tygodnik "Życie Przemyskie" zamieścił płatne krótkie ogłoszenie: "Zarząd Wojewódzki Porozumienia Centrum w Przemyślu informuje, że przeciwko Józefowi Kalinowskiemu, kandydatowi do Sejmu, prokuratura prowadzi postępowanie dowodowe". Żadnych szczegółów, która prokuratura, czego dotyczy postępowanie. Kalinowski do Sejmu się nie dostał.

Szefem przemyskiego PC był właśnie Kuchciński, zaś skarbnikiem Zdzisław Grzesiak, który dzisiaj pracuje w Departamencie Operacji Finansowych w Agencji Rozwoju Przemysłu. Kalinowski obu podał do sądu. - Nie było żadnego postępowania prokuratorskiego - wspomina. Proces trwał dwa lata. Sąd nie miał wątpliwości. W październiku 1993 r. nakazał Kuchcińskiemu i Grzesiakowi przeprosić Kalinowskiego na łamach tego samego tygodnika, w którym pojawiło nieprawdziwe oskarżenie. Obaj mieli również wpłacić ówczesny milion złotych na PCK i kolejne 24 mln dla Kalinowskiego.

Od wyroku minie niebawem 14 lat, ale przeprosin dyrektor "plastyka" do tej pory ani nie zobaczył, ani nie usłyszał. Pieniędzy także nie dostał. W 2004 r. o niewykonanym przez Kuchcińskiego i Grzesiaka wyroku sądowym przypomniały Super Nowości. Kuchciński tak się wtedy tłumaczył: - A skąd macie ten wyrok? Podejrzewam, że to może mieć coś wspólnego z Ciesielskim [Władysław Ciesielski, był podkarpacki baron SLD i wiceminister finansów - red.], za którego teraz się ostro wzięliśmy. To kontra z ich strony.

Z Markiem Kuchcińskim od kilku dni nie sposób się telefonicznie skontaktować. Komórki nie odbiera. Próbowaliśmy przez biuro prasowe PiS. W końcu jego pracownica powiedziała nam: - Przewodniczący nie będzie się w tej sprawie wypowiadał - usłyszeliśmy.

Dzwonimy więc do Grzesiaka. Na początku ma problemy z pamięcią, czy był działaczem PC. - Być może... - zaczyna rozmowę. Potem pamięć odzyskuje, ale na krótko. - Pamiętam sprawę - przyznaje. - Przecież to było prawie 15 lat temu. Nie wiem, po co ktoś to teraz wyciąga. Było, minęło i cześć - stwierdza Grzesiak.

Po chwili dodaje: - Nie uchylam się od przeprosin.

- Już 14 lat to panu zajmuje... - mówię.

- No, trochę. Zapomniałem. W ciągu najbliższych kilku dni sprawę załatwię. Nie wiem, co zrobi pan Kuchciński, ale nie będę się na niego oglądał i pana Kalinowskiego przeproszę - obiecuje Grzesiak. Kalinowski od zakończenia procesu widział się z Markiem Kuchcińskim raz, w Bieszczadach. Otwierano tam wówczas nową strażnicę. Dyrektor "plastyka" nie usłyszał nawet "dzień dobry". - Tym panom, którzy mnie bezpodstawnie oskarżyli, najwidoczniej zabrakło odwagi, by mnie przeprosić - mówi Kalinowski.