Kto oceni tragiczną akcję w Magdalence?

Troje oficerów policji oskarżonych za błędy popełnione w akcji w Magdalence sądzonych będzie jeszcze raz. Tylko czy znajdą się eksperci, którzy ocenią ich decyzje jeszcze raz?

O powtórzeniu procesu Grażyny Biskupskiej, byłej naczelnik wydziału ds. walki z terrorem kryminalnym Komendy Stołecznej Policji (wróciła do policji, jest w CBŚ), Kuby Jałoszyńskiego, byłego dowódcy pododdziału antyterrorystycznego KGP, i Jana Pola, byłego zastępcy komendanta stołecznego (ci dwaj są już poza policją), zdecydował w środę warszawski sąd apelacyjny.

W czerwcu 2006 r. uniewinnił ich warszawski sąd okręgowy. Sędzia Andrzej Krasnodębski mówił wtedy: - To nie działania oskarżonych, lecz przestępców - Igora Pikusa i Roberta Cieślaka - spowodowały śmierć antyterrorystów. Sąd wyraża żal, że w szeregach policji nie ma już ludzi, o których na tej sali powiedziano, że są jednymi z najlepszych policjantów w kraju.

Kryjówkę Igora Pikusa i Roberta Cieślaka, ściganych za zabójstwo policjanta rok wcześniej, policjanci namierzyli w wynajętym domu w podwarszawskiej Magdalence. W nocy z 5 na 6 marca 2003 r. minutę po rozpoczęciu szturmu wybuchła bomba-pułapka, z okien poleciały granaty. Bandyci zginęli, ale akcja okupiona została krwią policjantów - dwóch zabitych, 16 rannych. Od razu zaczęło się szukanie winnych.

O błędach w zaplanowaniu szturmu mówili sami antyterroryści. Potem specjalna komisja powołana przez komendanta głównego, potem biegli kierowani przez Paweła Mosznera pracujący na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce. Powtarzali zarzuty: rozpoznanie kryjówki było złe; szturm przeprowadzony został rutynowo; nie było strzelców wyborowych; ani karetki pogotowia, która mogłaby szybko ewakuować rannych; panował chaos w dowodzeniu itp.

W środę wróciły wszystkie pytania związane z tragiczną akcją. Bo zdaniem sądu apelacyjnego, nawet jeśli przyjąć, że wybuchu bomby podłożonej przez Pikusa i Cieślaka, który śmiertelnie ranił policjantów, nie można było przewidzieć, to można rozważać, czy dowódcy nie narazili swoich podkomendnych na śmierć "nieumyślnie".

Tylko eksperci od operacji antyterrorystycznych pod kierunkiem gen. Sławomira Petelickiego (byłego dowódcy GROM-u) uznali w 2003 r., że błędów w szturmie nie było. Generałowie Petelicki i Roman Polko (kolejny dowódca GROM-u) twierdzili wręcz, że tego procesu być nie powinno.

W środę sąd apelacyjny poszedł zupełnie inną drogą. Uwzględnił apelację prokuratury i pełnomocników matek antyterrorystów zabitych przez bandytów. - Syn sam nie poszedł na śmierć, ktoś dał mu rozkaz - mówiła podczas procesu jedna z nich - Krystyna Szczucka.

Sąd uznał, że pierwszy proces, a zwłaszcza uzasadnienie wyroku uniewinniającego pełne jest błędów.

Sędzia Rafał Kaniok wyliczał, że sędziowie I instancji: nie sprecyzowali, którym dowodom dali wiarę; kwestia dowodzenia akcją i zakresu odpowiedzialności oskarżonych nie została wyjaśniona; sąd nie wykazał, jaki był związek przyczynowy między śmiercią antyterrorystów a uchybieniami w zaplanowaniu (np. błędne rozpoznanie posesji) i przeprowadzeniu akcji (np. opóźnienie przyjazdu karetki pogotowia); wciąż nie jest jasne, czy to Kuba Jałoszyński dowodził antyterrorystami; podkreślał, że sąd I instancji oparł się na ekspertach z grupy Petelickiego, ale nie wyjaśnił, dlaczego kwestionuje opinię biegłych powołanych przez prokuraturę itp.

- Sąd okręgowy zastąpił ocenę, która powinna być oparta na wiedzy specjalistycznej, oceną opartą na własnych poglądach - podsumował sędzia Kaniok. I zasugerował, że w nowej odsłonie procesu powinni pojawić się nowi, bezstronni biegli. - Sąd powinien się zwrócić do jakiejś instytucji naukowej, bo opinia z zakresu metod i taktyki działań sił specjalnych jest niezbędna - mówił.

- Nie widzę w Polsce takich naukowych instytucji - powiedział "Gazecie" Kuba Jałoszyński, sam doktor nauk w tej dziedzinie. - Nie ma innych biegłych, którzy mogliby bezstronnie ocenić tę sprawę. A ściągnięcie ich z zagranicy wydaje mi się niemożliwe ze względu na odmienne procedury w służbach - mówiła nam Grażyna Biskupska.

I gorzko podsumowała: - Uczono mnie, jak walczyć z bandytami, teraz będę się uczyć walczyć z wymiarem sprawiedliwości.