Putin rzuca tarczą do Azerbejdżanu

Prezydent Putin zaproponował przed chwilą na szczycie G8, by Amerykanie umieścili radar stanowiący część tarczy antyrakietowej nie w Czechach, lecz w Azerbejdżanie. Wówczas - powiedział Putin - żadnego problemu z tarczą mieć nie będziemy. Z tego nagłego olśnienia prezydenta Rosji wynika kilka ciekawych punktów:

1. Rosja wcale się nie obawia wyrzutni rakiet w Polsce, bo radar w Azerbejdżanie według prezydenta załatwia zastrzeżenia Kremla także w sprawie tych wyrzutni; buńczuczne oświadczenia rosyjskich generałów o tym, jak to dzielnie stawią czoła amerykańskiej nawale rakietowej, prezydent Putin obnażył więc jako zwykłą gadaninę bez znaczenia;

2. Dlaczego Azerbejdżan? A mogłaby być Gruzja? Przecież to prawie to samo... Amerykanie od dawna mówili, że chcą właśnie w Gruzji umieścić taki radar, ale Putin jakoś o tym wyraźnie zapomniał. W rzeczywistości radar w Gruzji wzbudziłby taką samą wściekłość Kremla, jak radar w Czechach. Jak bowiem powszechnie wiadomo, w Azerbejdżanie nawet osły mają stopień sierżanta wywiadu rosyjskiego, a w Gruzji jest już trochę trudniej. W Azerbejdżanie więc w razie kłopotów baza amerykańska zostałaby odcięta od świata w ciągu kilkudziesięciu minut, w Czechach to niemożliwe, a w Gruzji bardzo utrudnione.

3. Rosjanie zostali zaskoczeni propozycją prezydenta Busha, który poprosił Putina, by ten przysłał do USA swoich ekspertów wojskowych. Mieliby oni przekonać się, że tarcza nie jest antyrosyjska. Kreml musiał jakoś szybko odpowiedzieć propozycją, której Amerykanie nie mogą przyjąć. W ten sposób Rosjanie zawsze mogą odrzucić propozycję Busha i w odrzuconych propozycjach będzie 1:1.

4. Rosjanie wiedzą, że tarcza nie jest antyrosyjska. Bo jeśli jest, to zmiana lokalizacji jednego radaru nic nie zmienia.

* Komentarz pochodzi z bloga Bartosza Węglarczyka Endgame