Bułgarskie ogrodnictwo upadnie?

Na bułgarskim rynku jest coraz mniej bułgarskich pomidorów - twierdzi gazeta "Standard". Podobnie dzieje się z innymi miejscowymi warzywami i owocami, które w większości są sprowadzane z zagranicy.

Jedną z przyczyn jest zły stan bułgarskich systemów irygacyjnych, który sprawia, że ogrodnictwo, z którego kiedyś Bułgaria słynęła, staje się działalnością ryzykowną. Stworzony tu w przeszłości system kanałów nawadniających, stacji pomp i deszczowni, obsługujący wielkoobszarowe gospodarstwa spółdzielcze po ich likwidacji i zwrocie ziemi właścicielom, uległ daleko idącej dewastacji.

Ponadto zwrócona ziemia to zwykle niewielkie kawałki podzielone dodatkowo pomiędzy wielu spadkobierców, z których znaczna część mieszka w mieście i nie jest zainteresowana uprawą roli.

W konsekwencji w niektórych rejonach kraju aż 40 procent gruntów rolnych leży odłogiem, a na tutejszych rynkach dominują pomidory i papryka z Turcji, Grecji i Macedonii, truskawki z Hiszpanii czy jabłka z Włoch lub Polski.