Polacy wolą ukrywać korupcję w swoich firmach

Nawet jeżeli znamy przypadki korupcji i nadużyć, wciąż niechętnie mówimy o tym przełożonym.

Takie wyniki przynosi raport o etyce w pracy przygotowany przez firmę doradczą Ernst & Young.

Na pozór wcale nie odstajemy od średniej europejskiej. Zarówno w Polsce, jak i Europie Zachodniej co piąty pracownik przyznaje, że wie o przypadkach korupcji i nadużyć w swojej firmie.

- Gdy na całym świecie obowiązuje zasada, że prawa należy przestrzegać, u nas ciągle pokutuje myślenie, że prawo istnieje po to, by je łamać - mówi Mariusz Witalis z Ernst & Young.

Aż 25 proc. badanych boi się ujawnić nieprawidłowości w swoim miejscu pracy. Nawet jeśli wiemy o nadużyciach, niechętnie dzielimy się tą wiedzą z szefami. Nie ufamy ani im, ani pozostałym kolegom z pracy. Za to częściej niż pracownicy w krajach europejskich decydujemy się - pomijając drogę służbową - na powiadomienie o przestępstwie policji.

Brak zaufania widać także w przekonaniu pracowników, że szef nie chroniłby należycie ich praw w przypadku zgłoszenia podejrzenia o popełnionym nadużyciu. Takiego zdania jest 26 proc. badanych Polaków, podczas gdy średnia dla Europy jest o połowę niższa. Zdaniem Witalisa wynika to z tego, że pracodawców mniej interesuje sama informacja o korupcji, a bardziej to, kto ją przekazuje. - Jeżeli zarzuty się nie potwierdzają, najczęściej obrywa pracownik, który o nich informował - tłumaczy.

Mimo to większość ankietowanych pracowników (90 proc.) uważa, że kodeks etyki jest potrzebny w ich firmie. Równocześnie - w przeciwieństwie do innych państw naszego regionu - nie wierzymy w jego skuteczność. - Omijanie wszelkich formalnych regulacji to nasz sport narodowy - mówi Witalis. Jego zdaniem takie podejście w połączeniu z dużą nieufnością do innych osób w firmie bardzo utrudnia ujawnianie nieprawidłowości.