Początek konferencji ONZ przeciwko rasizmowi

W obecności zaledwie 13 szefów państw - w tym żadnego z Zachodu - sekretarz generalny ONZ Kofi Annan otworzył w piątek w Durbanie III światową konferencję przeciw rasizmowi, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i nietolerancji. Tak jak przewidywano, dyskusję zdominowała sytuacja na Bliskim Wschodzie oraz problem zadośćuczynienia za wieki kolonializmu i handlu niewolnikami

Początek konferencji ONZ przeciwko rasizmowi

W obecności zaledwie 13 szefów państw - w tym żadnego z Zachodu - sekretarz generalny ONZ Kofi Annan otworzył w piątek w Durbanie III światową konferencję przeciw rasizmowi, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i nietolerancji. Tak jak przewidywano, dyskusję zdominowała sytuacja na Bliskim Wschodzie oraz problem zadośćuczynienia za wieki kolonializmu i handlu niewolnikami

Przewidując to, wiele delegacji państw Zachodu niemal do momentu rozpoczęcia obrad modyfikowało swój skład (jako jeden z ostatnich odwołał przyjazd minister spraw zagranicznych Kanady John Manley). Mimo to wysoka komisarz ONZ ds. praw człowieka Mary Robinson, która od miesięcy starała się nadać konferencji jak największe znaczenie, wciąż wierzy w możliwość jej sukcesu. - Najważniejsze, by członkowie delegacji, bez względu na swoje miejsce w dyplomatycznej hierarchii, byli mocno zaangażowani w naszą pracę - oznajmiła wczoraj. I nie ukrywała zadowolenia, że Izrael, który od dawna otwarcie mówił o bojkocie konferencji, w ostatniej chwili zdecydował się wysłać na nią niewielką delegację. - Początkowo chcieliśmy się zdystansować od brudów przygotowywanych przez Arabów, ale z drugiej strony chcemy się przeciwstawić ewentualnym rezolucjom, których jedynym celem jest szerzenie nienawiści. Tym bardziej, że pojawiła się szansa nieprzyjęcia tego typu tekstów - wyjaśnił w Jeruzalem izraelski wiceminister spraw zagranicznych Michael Melchior.

I rzeczywiście, wielu arabskich dyplomatów, a nawet sam szef Autonomii Palestyńskiej Jaser Arafat, przyznali w Durbanie, że - budzące największy sprzeciw Izraela i jego zachodnich sojuszników - uznanie syjonizmu za formę rasizmu nie jest ich priorytetem. Arafat zaapelowal do uczestników konferencji, by trzymali stronę sprawiedliwości, czyli Palestyńczyków. - Brutalność i przemoc Izraela wynikają z ich mentalności i supremacji oraz dyskryminacji rasowej. To dlatego bez ustanku nas przesiedlają, oczyszczają etnicznie pdlegające im tereny i narzucają nam kolonizatorów - stwierdził.

O sytuacji na Bliskim Wschodzie mówił w swym inauguracyjnym przemówieniu szef ONZ Kofi Annan: "Naród żydowski był ofiarą antysemityzmu w wielu państwach, w Europie stał się nawet ofiarą Holocaustu - najgorszej z okropności. Tego faktu nie można zapominać ani umniejszać jego znaczenia! Łatwo więc zrozumieć, że wielu Żydów źle się czuje, gdy oskarża się Izrael o rasizm, a zwłaszcza gdy towarzyszą temu skandaliczne i ślepe ataki na niewinnych ludzi. Mimo to Holocaust nie może być powodem, dla którego Palestyńczycy powinni zaakceptować wszystkie krzywdy, jakich obecnie doznają - okupację, blokady, przesiedlania, a nawet bezprawne egzekucje". Te słowa wywołały burzę oklasków; jednak sala natychmiast przycichła, gdy Annan dodał: "Pamiętajmy, że wzajemne oskarżenia nie są tematem tej konferencji".

Prezydent RPA Thabo Mbeki przypomniał o drugim, niepokojącym zachodnich dyplomatów temacie - zadośćuczynieniu za wieki kolonializmu. - To, że miliardy ludzi żyją dziś w skrajnej biedzie, jest konsekwencją zbrodni popełnionych w przeszłości - kolonializmu i niewolnictwa. Zbyt wiele osób wciąż cierpi i jest poniżanych tylko dlatego, że nie mają białego koloru skóry - tłumaczył.

W tym samym czasie wokół centrum kongresowego, gdzie do 7 września odbywać się będzie konferencja, manifestowało ponad 17 tys. osób. Pod hasłem "Lepszy świat jest możliwy" demonstranci (głównie przedstawiciele organizacji pozarządowych) domagali się przede wszystkim naprawienia szkód moralnych i gospodarczych wyrządzonych przez kolonizatorów oraz wolnej Palestyny. Manifestacja była wyjątkowo spokojna. - Tu nie będzie drugiej Genui - jest przekonany szef durbańskiej policji. - Przecież nikt rozsądny nie chce trafić do afrykańskiego więzienia.

Tomasz Surdel