Pracownicy cywilni wojska protestowali pod Sejmem

"Za mało, żeby żyć, za dużo, żeby umrzeć" - z takim hasłem pod Sejm przyszło 3 tysiące osób - pracowników cywilnych wojska. Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Pracowników Wojska domaga się podwyżek płac, odstąpienia od likwidacji przez ministra obrony zakładów pomocniczych wojska i reformy zatrudnienia emerytowanych wojskowych w resorcie.

Związek Zawodowy Pracowników Cywilnych Wojska protestuje na ulicach pierwszy raz. "Nie mamy innego wyjścia" - tłumaczy Elżbieta Rutkowska, sekretarz zarządu związku. Według danych związku 32 procent pracowników cywilnych wojska żyje na granicy ubóstwa. "Domagamy się płacy w wysokości 75 procent uposażenia wojskowych" - powiedziała Rutkowska. Jak podkreśliła sekretarz zarządu związku, teraz sytuacja sięgnęła dna i protestujący nie mogą zrezygnować z walki o swoje prawa.

Protestujący wręczyli petycje ze swoimi żądaniami sejmowej komisji obrony narodowej. Związkowcy mają nadzieję, że wreszcie ktoś wysłucha ich próśb. Jeśli nie, to - jak powiedziała Mirosława Rubisz, zastępca przewodniczącego związku pracowników cywilnych wojska - będą kolejne manifestacje w Warszawie. Rubisz powiedziała, że dziś do stolicy przyjechali ludzie, którzy chca pokazać społeczeństwu, że istnieje taka grupa zawodowa, która liczy 50 tysięcy osób i że - choc na codzień nie widać tych ludzi - są oni wszędzie tam, gdzie stacjonuje wojsko. Manifestacja przejdzie spod Sejmu przed budynek kancelarii premiera. Związkowcy chcą również tam złożyć petycję z żądaniami.