Czarny piątek Kaczyńskich

- Nic już nie będzie takie, jak było. Liderzy PiS zawsze będą musieli się oglądać, czy nie odpada im tylne koło - tak podział PiS komentuje LPR

Koalicji nie udało się wpisać do konstytucji zasady ochrony życia od poczęcia.

- To jest porażka czegoś, na czym mi zależało i co w moim przekonaniu mogło być przeprowadzone. Zabrakło dwudziestu-trzydziestu głosów z PO, które być może można było uzyskać, jeśli byłaby pewność, że zmiana konstytucji nie pociągnie zmiany ustawy antyaborcyjnej - oceniał po głosowaniu premier Jarosław Kaczyński.

Roman Giertych, szef LPR, która zgłosiła najdalej idące zmiany, zapowiedział: - Nie poddamy się, LPR będzie podejmować kolejne inicjatywy, aby usunąć z polskiego prawa zapisy umożliwiające aborcję i eutanazję.

Bunt posłów PiS

Od rana było nerwowo, zwłaszcza w PiS, bo okazało się, że klub nie "stoi murem za prezydentem". Asystent marszałka Sejmu Marka Jurka rozdawał list z podpisami 57 posłów PiS (w tym samego marszałka, posłów Artura Zawiszy i Mariana Piłki). Wzywali w nim do wycofania prezydenckich poprawek, jakie "niezależnie od pozytywnych akcentów są obarczone istotnymi błędami prawnymi, które mogą doprowadzić do osłabienia efektywności ochrony prawej dziecka poczętego". - To nielojalność wobec partii. Będą konsekwencje - zapowiadał podenerwowany szef klubu PiS Marek Kuchciński.

Cieszyli się za to posłowie LPR. - Widać niektórzy PiS-owcy zrozumieli, że nie odpowiadają wyłącznie przed Jarosławem Kaczyńskim, że jest jeszcze ktoś nad nim - mówił nam jeden z posłów Ligi. Partia Romana Giertycha podgrzewała atmosferę, licząc, że pod listem podpiszą się kolejni posłowie PiS: w kuluarach można było dostać białą wstążeczkę "w obronie życia" (takie jak noszono po śmierci Jana Pawła II), a na sali posiedzeń encyklikę Jana Pawła II "Evangelium Vitae" o ochronie życia.

Poseł LPR Wojciech Wierzejski skarżył się dziennikarzom, że rano poseł PiS Marek Suski "wpadł w jakiś szał, podarł, podeptał i wyrzucił" rozdawany przez posłów LPR list biskupa Kazimierza Górnego z wezwaniem do ochrony życia.

Suski się nie wypierał. - Nie wiedziałem, co to jest. Poprosiłem, żeby posłowie LPR zabrali materiały, które zaczęli rozkładać na krzesłach posłów PiS. Nie chcieli, więc podarłem i wyrzuciłem do kosza - wyjaśniał.

A co z papieską encykliką? Suski: - To inna sprawa. Posłowie Ligi podchodzili do każdego i pytali, czy chce ją przyjąć.

Pod listem o wycofanie prezydenckiej poprawki podpisywali się kolejni parlamentarzyści PiS - w sumie ponad 60 posłów i kilkunastu senatorów.

Głosowania planowano na 12.30. Ale przed tym PiS poprosił o przerwę. Do Sejmu na spotkanie z klubem przyjechał premier Jarosław Kaczyński. Był zdenerwowany, nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Pod naporem jego ochroniarzy i tłumu reporterów upadła dziennikarka TVN Katarzyna Kolenda-Zaleska.

- Wydaje się, że głosowanie za poprawką prezydenta będzie dość jednomyślne - mówił po spotkaniu wiceszef klubu PiS Tomasz Markowski. Czym przekonał posłów premier? - Usłyszeliśmy, że jest rozczarowany i dziwi się organizatorom tej akcji. Że jest przekonany, że posłowie, którzy się podpisali pod tym listem, zrobili to w niewierze. Mówił, że wszyscy zaczęli mówić o rozłamie partii i spadku jej notowań. I że osoby, które podpisały list, muszą się liczyć z wyrzuceniem z partii, jeśli jeszcze raz powtórzy się wewnętrzna kłótnia. Dał do zrozumienia, że w razie wyborów to on, żeby mieć 15-proc. poparcie dla PiS, nie potrzebuje konserwatywnego skrzydła - mówił nam jeden z posłów PiS. Na posiedzeniu klubu nikt poza premierem nie zabierał głosu.

Obrady wznowiono po 14 - ale tylko na chwilę. Ledwo sprawozdawca projektu zmian w konstytucji poseł Dariusz Kłeczek (PiS) skończył omawiać projekt i poprawki, PiS poprosił o kolejną przerwę. - Chyba Kaczor dogadał się z Jurkiem. Zaraz mamy następny klub - mówił jeden z posłów PiS. Kompromis miał polegać na tym, że posłowie PiS popierają poprawki prezydenta (tego chciał premier) i poprawki do art. 30 (tak chciał Marek Jurek).

Głosowania zaczęły się przed 16. W pierwszym posłowie odrzucili poprawkę LPR - żeby zapisać, że życie jest chronione od poczęcia do naturalnej śmierci. Za był w całości tylko LPR i Ruch Ludowo-Chrześcijański, przeciw całe SLD. W PiS za było 59 posłów, 64 (w tym premier Kaczyński) się wstrzymało. W PO - za 22 osoby, wstrzymało się 30. Przeciw było 74 - w tym Jan Rokita i Donald Tusk. Po tym głosowaniu kolejna przerwa - tym razem na wniosek LPR.

Po wznowieniu przepadła kolejna poprawka LPR i poprawki prezydenta. PiS w całości był za nimi, ale przeciw propozycjom prezydenta zagłosowała cała Platforma. Przed 17 marszałek Sejmu Marek Jurek ogłosił przerwę i zwołał posiedzenie konwentu seniorów. Przedstawiciele klubów spotkali się z szefem komisji nadzwyczajnej do zmiany konstytucji Franciszkiem Stefaniukiem (PSL).

- Pytałem o konsekwencje zmiany w art. 30 dla istniejącej ustawy o ochronie życia poczętego. Przewodniczący Stefaniuk wyjaśnił, że eksperci, z którymi pracowała komisja, byli przekonani, że taka zmiana nie powoduje konieczności zmian ustawy - przekonywał Jurek. O głosowanie za zmianą art. 30 zaapelował też premier Kaczyński. A Roman Giertych wyszedł i powiedział, że gdyby wszyscy posłowie koalicji zagłosowali za propozycją LPR, "ochrona życia stałaby się faktem".

Za propozycją komisji zagłosowali wszyscy posłowie PiS, LPR, większość Samoobrony i PSL oraz 24 posłów PO (w tym Jan Rokita) - 269 posłów. Do konstytucyjnej większości zabrakło 27 głosów. Kiedy ten wynik wyświetlił się na sejmowej tablicy, w ławach koalicji zapadła cisza. A po przeciwnej stronie sali posłanka Joanna Senyszyn (SLD) z radości uniosła w górę ręce.

O podział w PiS zapytaliśmy posła z otoczenia marszałka, czyli grupy byłych polityków ZChN. - Angażowaliśmy się w każdą wątpliwą inicjatywę "pragmatyków": blokowanie list w wyborach samorządowych, awanturę o mandat Hanny Gronkiewicz-Waltz, popieraliśmy lustrację w rozmaitych postaciach. A gdy przyszło do sprawy najważniejszej dla nas, ochrony życia, nie dostaliśmy wsparcia - streszcza pretensje do części klubowych kolegów. - Kompromis został zawarty za późno, żeby był skuteczny. Marszałek ma o to wielki żal. Potrzebne jest zadośćuczynienie - dodaje nasz rozmówca.

"Gazeta": Może nim być dymisja Kuchcińskiego? Gosiewskiego?

- To ciekawe pomysły. Nie wiem, czy decyzje personalne by wystarczyły. Nie wiem, jak to się skończy.

Kilkadziesiąt minut po głosowaniach marszałek Marek Jurek zapowiedział rezygnację z funkcji.