"Katyń" Wajdy od 17 września

Film Andrzeja Wajdy o zbrodni katyńskiej jest już gotowy, choć nie pokazano go jeszcze dziennikarzom. Dawny tytuł "Post mortem", pochodzący ze scenariusza Andrzeja Mularczyka, zmieniono ostatecznie na "Katyń". Premiera odbędzie się 17 września, w rocznicę radzieckiego uderzenia na Polskę - poinformowano wczoraj na konferencji prasowej. Oprócz reżysera, producenta, scenarzysty oraz aktorów wziął w niej udział minister kultury Kazimierz M. Ujazdowski, szefowa PISF Agnieszka Odorowicz oraz główni koproducenci - TVP SA oraz Telekomunikacja Polska, która po raz pierwszy zaangażowała się w produkcję tak dużego filmu. Pokazano plakat oraz wywołujący silne wrażenie trzyminutowy zwiastun filmu, któremu towarzyszy muzyka Krzysztofa Pendereckiego.

Film Wajdy będzie częścią szerokiej kampanii edukacyjnej "Pamiętam. Katyń 1940". - Wiedza o tragedii katyńskiej jest w społeczeństwie niewystarczająca - mówił przedstawiciel Narodowego Centrum Kultury Krzysztof Dudek. - Zmowa obojętności zastąpiła zmowę milczenia. Miejmy nadzieję, że po filmie Wajdy nie będzie w Polsce nikogo, kto by nie wiedział, co znaczy dla nas nazwa "Katyń".

Akcja "Pamiętam. Katyń 1940" będzie operowała prywatnymi świadectwami. Na billboardach pojawią się faksymile dokumentów, m.in. listu dziecka znalezionego w kieszeni munduru rozstrzelanego oficera. Jako motto akcji posłuży znany wiersz Zbigniewa Herberta "Guziki".

- Decyzja o tym, czy mam robić ten film, była jedną z najtrudniejszych w moim życiu - mówił wczoraj Wajda. - Nasz film przez sam tytuł bierze na siebie jarzmo historycznego świadectwa, ale rzecz jasna w jednym filmie nie można uwzględnić wszystkich historycznych i politycznych aspektów prawdy o Katyniu. Pamiętam, gdy w 1956 r. po premierze "Kanału" podniosły się głosy, że nie pokazuję "całej prawdy o Powstaniu". Nie ma jednak innej drogi. "Katyń" to film o żywych ludziach, których pierwowzorami byli między innymi moi rodzice. Widz przejmie się sprawą katyńską na tyle, na ile przemówią do niego te postacie. Na planie podziwiałem determinację młodych aktorów usiłujących przybliżyć się do tematu, który przecież nie jest ich tematem. Czułem, że dzięki nim przenoszę się w tamte czasy.