Majdan, "Fakt" i złamany nos

W środę prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie pobicia dziennikarza, który oskarżył Radosława Majdana o złamanie mu nosa

- Ja mam świadków, którzy byli w tym czasie w lokalu. Po świętach złożę zeznania na policji - mówi Radosław Majdan. - Przeciwko "Faktowi", który dokonał kolejnej prowokacji, skieruję sprawę do sądu. Będę się domagał odszkodowania i przeprosin.

Do zdarzenia miało dojść w Rockerze w nocy z soboty na niedzielę, po przegranym meczu Pogoni z Wisłą Płock. Dziennikarz "Faktu" Mariusz Kuczewski twierdzi, że został zaatakowany przez Majdana, kiedy robił mu zdjęcia. Radny Sejmiku Zachodniopomorskiego i bramkarz Pogoni Szczecin miał do niego podejść i uderzyć głową. Gdy do lokalu przyjechała policja (ok. godz. czwartej nad ranem), Majdana już nie było. Poszkodowany dziennikarz, który ma złamany nos, złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Majdan kategorycznie zaprzecza, że brał udział w bójce.

- Podeszła do mnie dziewczyna i powiedziała, że jakiś facet namawia ją, aby obok mnie usiadła, a on zrobi zdjęcie. Podszedłem do niego i w niecenzuralnych słowach powiedziałem mu, co o nim myślę - tłumaczy Majdan. - Zrobiło się zamieszanie i ktoś go uderzył. Paradoksalnie, to ja próbowałem go bronić, bo był pijany.

2 kwietnia "Fakt" opublikował zdjęcie zakrwawionego Kuczewskiego z tytułem "To mi zrobił Majdan".

We wtorek policja przesłuchała właściciela lokalu, obsługę i ochroniarzy. Nikt jednak zdarzenia nie widział. Z materiałów zebranych przez policję wynika, że w pobiciu brało udział więcej osób. Policja wystosowała apel do świadków zdarzenia, aby zgłosili się złożyć zeznania.

- W wyniku obrażeń u poszkodowanego wystąpił rozstrój zdrowia powyżej siedmiu dni - mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Małgorzata Wojciechowicz. - W dniu dzisiejszym [środa - przyp. red.] zostało wszczęte postępowanie z urzędu z artykułu 158 §1 w sprawie pobicia, zagrożonego karą pozbawienia wolności do lat trzech.

Policja wyjaśnia okoliczności zdarzenia, jednak do tej pory nie ma naocznego świadka.

- Z materiałów, które do tej pory zgromadziliśmy, nie możemy potwierdzić ani wersji poszkodowanego, ani wersji pana Majdana - mówi rzecznik komisariatu Szczecin-Śródmieście podkom. Renata Leśniak. - Poszkodowany nie przedstawił swoich świadków.

Z poszkodowanym dziennikarzem nie udało nam się porozmawiać. Redakcja "Faktu" odmówiła podania jego numeru telefonu.