Wypuszczono białe nauczycielki oskarżone o seks z nieletnimi Afroamerykanami

Dwie białe nauczycielki z Płd. Karoliny oskarżone o uprawianie seksu z nieletnimi, czaroskórymi uczniami, zostały zwolnione z aresztu. Sprawa wzbudza emocje zarówno wśród białych, jak i czarnych mieszkańców tego stanu, gdzie kwestie związane z seksem między przedstawicielami różnych ras, wciąż pozostają tabu. Afroamerykanie zarzucają władzom, że gdyby oskarżono czarnych nauczycieli, zostaliby oni potraktowani o wiele surowiej.

Obie sprawy dotyczą Laurens - jednego z najbardziej konserwatywnych hrabstw Płd. Karoliny. Czarni mieszkańcy stanowią tu ponad jedną czwartą 70-tysięcznej populacji. Hrabstwo jest wyraźnie podzielone na osiedla czarnych i białych. Ludzie różnych ras spotykają się zwykle w dwóch miejscach: w pracy i w szkole.

Młode nauczycielki i szkolne seksskandale

Wendie Schweikert, 37-letnia nauczycielka z 10-letnim stażem, została aresztowana w zeszłym roku. Zarzut: uprawianie seksu z 11-latkiem, co najmniej dwukrotnie. Prokuratura twierdzi, że dysponuje dowodami - wynikami testów DNA.

Allenna Williams Ward, 24-letnia nauczycielka z dwuletnim stażem, została zatrzymana w lutym: oskarżono ją o uprawianie seksu z co najmniej pięcioma nieletnimi.

Chłopcy mieli wtedy od 14 do 15 lat, wszyscy są Afroamerykanami i część z nich uczyła się w szkole w Clinton, gdzie pracowała Ward.

Amerykańskie media rozpisywały się o szczegółach spraw: o tym, że nauczycielki spotykały się z chłopcami nie tylko w szkole, ale np. w motelach czy w parku. Pisano także o ich życiu prywatnym: obie są zamężne, Ward jest córką pastora, co dodaje sprawie pikanterii, zwłaszcza w odczuciu mieszkańców konserwatywnego Południa.

Pod koniec lutego sądy nauczycielki zostały, decyzją sądów, zwolnione za kaucją. Obie są pod kontrolą policji (mają elektroniczne bransoletki) i dostały zakaz zbliżania się do uczniów. Nie będą pracować jako nauczycielki: Ward została zwolniona decyzją władz szkoły, Schweikert sama zrezygnowała. Procesy jeszcze wiosną.

Bieda i rasizm

W hrabstwie Laurens panuje napięcie pomiędzy białymi a czarnymi mieszkańcami.

W mieście, w którym mieszka jedna z oskarżonych kobiet, stary teatr miejski przekształcono w muzeum Ku-Klux-Klanu, a w jednym ze sklepów można kupić flagi konfederacji i nalepki z podobiznami członków Klanu i napisem "Prawdziwi chłopcy w kapturach".

Do konfliktów rasowych dochodzą problemy ekonomiczne: mieszkańcy hrabstwa są coraz biedniejsi. W latach 90. upadł przemysł tekstylny, który był tam głównym źródłem pracy. W 2003 ok. 15 proc. mieszkańców hrabstwa żyło poniżej granicy ubóstwa.

Biali zszokowani, czarni oskarżają

Zarówno czarni, jak i biali mieszkańcy stanu mówią, że są w szoku po usłyszeniu zarzutów wobec obu nauczycielek. - Chłopcy to chłopcy i ona postąpiła źle - mówi agencji AP o jednej z nauczycielek Peggy Hawkins, 50-letnia biała mieszkanka hrabstwa.

Pastor David Kennedy, czarny, lokalny działacz społeczny, uważa jednak, że mimo takich deklaracji, rasizm coraz bardziej daje o sobie znać. Jego zdaniem, postępowanie władz wobec Ward i Schweikert dowiodło, że "biali nauczyciele mogą robić z czarnymi uczniami, co im się podoba i nie bać się, że spotkają ich większe konsekwencje".

Zdaniem pastora, czarnoskórzy mieszkańcy są zbyt wystraszeni, by głośno o tym mówić: - Byli zbyt długo zastraszani, dlatego uważają, że to grzech. Świętokradztwem jest mówić za siebie - ocenia Kennedy.

Białe kobiety potraktowano ulgowo?

Trudno powiedzieć, czy czarnoskórzy mieszkańcy Laurens rzeczywiście się boją. Gdy sąd zdecydował się wypuścić nauczycielki, wśród Afroamerykanów zawrzało. Mówią, że gdy białym zarzuca się przestępstwa przeciwko czarnym, ci pierwsi traktowani są ulgowo, natomiast w odwrotnej sytuacji, organy ścigania nie wierzą w słowa czarnych podejrzanych.

- Gdyby podejrzanymi byliby czarni mężczyźni, a ofiarami - białe dziewczynki, to zapewniam: zarzuty, kara i wyrok byłyby zupełnie inne. Historia zna wystarczająco dużo takich przypadków - mówi w wywiadzie dla AP Lonnie Randolph, przewodniczący stowarzyszenia na rzecz awansu kolorowych (National Association for the Advancement of Colored People)

Prokurator: Przedłużanie aresztu nie było konieczne

Jerry Peace, prokurator hrabstwa i - jak podkreśla AP - biały mężczyzna, broni decyzji o wypuszczeniu podejrzanych. Mówi, że obie kobiety zostały zwolnione za sporą kaucją: 125 tys. i 110 tys. dolarów, oraz że muszą nosić bransoletki elektroniczne. Jego zdaniem, ich dalszy pobyt w areszcie nie był konieczny, bo nie stanowią niebezpieczeństwa dla otoczenia i jest mało prawdopodobne, że będą chciały uciec.

Według specjalizującej się w prawie kryminalnym prof. Deborah Ahrens z uniwersytetu stanowego Karoliny Płd., wysokość kaucji, zasądzona wobec dwóch nauczycielek jest typowa dla takich przypadków: nie za wysoka i nie za niska.

"Wydawało się, że wszystko z nią jest w porządku..."

Rodzice dzieci z podstawówki im. E.B Morse'a, gdzie uczyła Schweikert, ciągle nie mogą pogodzić się z zarzutami wobec nauczycielki, którą doceniali. - Była bardzo zaangażowana - mówi Shea Mills, matka jednego z uczniów. - Pamiętam, jak kazała dzieciom podnosić śmieci z podłogi na szkolnym korytarzu.

Z kolei Maureen Tiller, dyrektorka gimnazjum Bell Street, gdzie pracowała Ward, uważa, że nauczycielka rozwijała się w pracy i że "wydawało się, że wszystko z nią jest w porządku pod względem osobowości".

Córka Nicole Sullivan uczęszczała do szkoły, gdzie uczyła Schweikert. Sullivan wspomina, jak po ujawnieniu sprawy, szkoła dała uczniom pisma skierowane do rodziców, w których napisano, że nauczycielka zrezygnowała z pracy w szkole, lecz nie wyjaśniono powodów.

- Nie chcę przesądzać, że decyzja władz ma podłoże rasowe. Ale gdyby chodziło o białą ofiarę i czarnego nauczyciela, sprawę - jak myślę - załatwiono by inaczej - ocenia Sullivan, która jest Afroamerykanką.