Wyszli z aresztu i zabili bezdomnego

Rano byli oskarżeni o napad z nożem w ręku, po południu gliwicki sąd uchylił im areszt, a wieczorem skatowali bezdomnego. Mężczyzna zmarł.

Gliwiccy policjanci są zszokowani. Takiego zdarzenia nigdy wcześniej w mieście nie było. - Najgorsze jest to, że tragedii można było uniknąć - mówią oficerowie.

Zabójcy bezdomnego są doskonale znani stróżom prawa. 48-letni Sławomir Z. ma za sobą osiem wyroków, za kratkami spędził połowę życia. Z kolei 22-letni Łukasz Z. był już notowany za kradzieże i włamania. W październiku obaj napadali na starszego mężczyznę. Grozili mu nożem, kopali po całym ciele. Chcieli, żeby im oddał telefon komórkowy. Policja zatrzymała ich na gorącym uczynku, prosto z ulicy trafili za kratki.

W środę przed sądem w Gliwicach zakończył się ich proces. Dla starszego z napastników prokurator domagał się 4,5 lat więzienia. - To niebezpieczny recydywista, który stanowi poważne zagrożenie dla społeczeństwa - uzasadniał. W przypadku młodszego kara miała wynosić trzy lata więzienia.

Sędzia uznał jednak, że w tym przypadku nie można mówić o napadzie z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Sławomira Z. skazał na rok więzienia, a Łukaszowi Z. wymierzył karę w zawieszeniu. Mimo sprzeciwu prokuratury, sędzia zdecydował też o natychmiastowym uchyleniu aresztu. Obaj oskarżeni wyszli z sądu jako wolni ludzi. Za kratkami spędzili niewiele ponad pięć miesięcy.

- Przepisy mówią jednoznacznie, że po uprawomocnieniu wyroku kara ma być odbywana w zakładzie karnym, a nie w areszcie. Sąd nie mógł podjąć innej decyzji - wyjaśniał sędzia Tomasz Pawlik, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gliwicach.

Skazańcy swoje pierwsze kroki skierowali do sklepu monopolowego. Znajomy, którego tam spotkali, zaprosił ich do swojego mieszkania, gdzie hucznie opijali swoje uwolnienie. W trakcie zabawy w mieszkaniu pojawił się zaprzyjaźniony z jego właścicielem 37-letni bezdomny. Pijanym bandytom nie przypadł do gustu, więc go brutalnie skatowali. - Mimo trwającej 20 minut akcji reanimacyjnej mężczyzna zmarł na miejscu - mówi sierżant sztabowy Arkadiusz Ciozak, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach.

O tragedii policję zawiadomił przerażony właściciel mieszkania. Podał im imiona sprawców oraz ich rysopisy. Po półgodzinnych poszukiwaniach zabójcy bezdomnego zostali zatrzymani. Półprzytomni siedzieli na skwerze, 200 metrów od miejsca tragedii. Badanie alkomatem wykazało, że mieli około 3 promili alkoholu w wydychanym powietrzu. Zamiast do aresztu policja odwiozła ich do izby wytrzeźwień. Dopiero wczoraj udało się ich przesłuchać, do sądu trafił wniosek o ich aresztowanie.

Jednocześnie prokuratura zapowiedziała, że na początku przyszłego tygodnia złoży apelację od wydanego w środę wyroku. - To, niestety, nie zwróci już nikomu życia - wzdychali wczoraj prokuratorzy.