Sepsa rozprzestrzenia się na Opolszczyźnie

Czy szczepienia 11 tys. mieszkańców powiatu brzeskiego przerwą łańcuch zakażeń?

- To już nie jest nawet ciężka sepsa, ale wstrząs septyczny z ciężką niewydolnością wielonarządową - mówi dr Józef Bojko, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii w szpitalu przy Katowickiej, gdzie leży dziewczynka. - Robimy wszystko, by uratować dziecko.

- Wczoraj rano przewieziono pacjentkę z izby przyjęć szpitala w Brzegu na oddział anestezjologii i intensywnej terapii Szpitala Wojewódzkiego w stanie bardzo poważnym, z rozwiniętą sepsą wywołaną najprawdopodobniej meningokokami - mówi dr Krystian Kościów, szef wojewódzkiego sanepidu.

Dr Bojko, zaniepokojony sytuacją, apeluje do rodziców i nauczycieli, zwłaszcza z powiatu brzeskiego, by zachowali szczególną czujność. - Żadne podejrzane objawy, jak gorączka, wymioty, wysypka - z początku o charakterze pojedynczych zmian, potem tzw. zmian zlewnych czyli kiedy pojedyncze kropki zlewają się w duże plamy - nie mogą absolutnie być lekceważone - ostrzega. - Cenna jest każda minuta.

Potwierdza to dr Kościów i dodaje, że przed chorobą może ustrzec bezwzględne przestrzeganie podstawowych zasad higieny. - Nie wolno pić z tych samych szklanek, używać tych samych sztućców czy talerzy, palić tych samych papierosów, gryźć nawzajem kanapek - apeluje.

Trwa dochodzenie

Inspektorzy sanitarni wciąż prowadzą w Brzegu dochodzenie epidemiologiczne, by pozyskać jak najbardziej szczegółowe dane. - Chodzi o to, by nie podawać niepotrzebnie antybiotyków kolejnym dziesiątkom czy setkom osób, a tylko tym, które będą tego potrzebowały - twierdzi Kościów. - Natychmiast zwrócimy się do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, izby przyjęć i pogotowia ratunkowego, by uczulić ich na objawy mogące wskazywać na sepsę. Lepiej zareagować przesadnie w dziesięciu przypadkach, niż zbagatelizować jedno zachorowanie - dodaje.

Mimo starań sanepidu nadal nie udaje się wygasić ogniska sepsy w Brzegu i przerwać łańcucha zakażeń. Od 5 stycznia to już siódmy przypadek zakażenia meningokowego w tym mieście. Jak wynika z ustaleń chorzy, a przynajmniej ich część, pochodzą z tak zwanej grupy bliskiego kontaktu.

W szkołach trwa akcja informacyjna dotycząca zakażeń meningokokami, odbywają się pogadanki, rozdawane są ulotki, rozwieszane plakaty. Jak już pisaliśmy, zapadła decyzja o zaszczepieniu 11 tysięcy dzieci i młodzieży w powiecie brzeskim, jednak będzie to możliwe dopiero za mniej więcej dwa tygodnie; wcześniej nie uda się sprowadzić szczepionek.

Już natomiast - ponad tydzień temu - zaszczepiony został cały personel oddziału anestezjologii i intensywnej terapii szpitala przy ul. Katowickiej. Pieniądze na to wyłożył zarząd województwa. - Czujemy się bezpieczni - podkreśla ordynator oddziału dr Bojko.

Dyrekcja Wojewódzkiego Centrum Medycznego natomiast zrezygnowała na razie z zaszczepienia personelu tamtejszego oiomu. - Otrzymaliśmy pismo od głównego inspektora sanitarnego, że w obecnej sytuacji szczepienia nie są wskazane - mówi dyrektor szpitala dr Marek Piskozub.

Według zaleceń WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) szczepić przeciw meningokokom należy wówczas, gdy dochodzi do co najmniej 10 zachorowań na 100 tysięcy mieszkańców. W powiecie brzeskim ten wskaźnik został już przekroczony.

Na poniedziałek zaplanowano spotkanie dla dyrektorów wszystkich opolskich szkół i przedszkoli poświęcone zakażeniom meningokokami i profilaktyce.

Meningokoki groźne

Przypomnijmy, że od 5 stycznia do 22 marca w Brzegu zachorowało siedem osób, w Namysłowie jedna, w Nysie jedna (zmarła), w Grodzisku (pow. głubczycki) jedna, w Kędzierzynie - Koźlu jedna.

Meningokoki to bakterie wywołujące zapalenie opon mózgowych i sepsę, które mogą zakończyć się śmiercią lub poważnymi powikłaniami, np. problemami neurologicznymi czy głuchotą. Śmiertelność w wypadku zapalenia opon mózgowych wynosi ok. 10 proc., a w przypadku posocznicy - do 70 proc. Najczęściej chorują dzieci i młodzież w wieku 16 - 21 lat. Bakterie rozmnażają się w jamie nosowo - gardłowej (wielu z nas - około 20 procent populacji - jest nosicielami nie zdając sobie z tego sprawy), a przenoszą się przy bardzo bliskim kontakcie, np. jedzeniu z jednego talerza czy pocałunku.

Rozmnażają się bardzo szybko; połowa zgonów ma miejsce w ciągu doby od zakażenia. Objawy mogą być mylące, bo przypominają grypowe - to bóle, głowy, wymioty, biegunka, gorączka, zimne dłonie lub stopy, światłowstręt.

Jeśli bóle głowy są bardzo intensywne, gorączka powyżej 39 stopni, a chory czuje się z każdą chwilą gorzej, należy natychmiast wezwać pogotowie. Alarmującym objawem są wybroczyny na skórze.

Grupy ryzyka to osoby o obniżonej odporności, te z usuniętą śledzioną, po chemioterapii, a także pracujące przy chorych czy w laboratoriach przy próbkach.