Komentarz Bartosza Węglarczyka

Cztery lata po inwazji na Irak jej główny cel - zaprowadzenie w pierwszym kraju na Bliskim Wschodzie funkcjonującej demokracji w stylu zachodnim - jest dziś praktycznie niewykonalny.

Opublikowane właśnie sondaże wskazują, że po raz pierwszy większość Irakijczyków wątpi w sens budowania demokracji. Irakijczycy są przerażeni codzienną przemocą, sfrustrowani nieudolnością państwa, które nie potrafi im zapewnić ciepłej wody i światła, Irakijczycy odwrócili się od tych, którzy wyzwolili ich spod panowania reżimu Saddama Husajna.

Po raz pierwszy od inwazji większość Irakijczyków uważa sojuszników za okupantów i woli dyktaturę, islamską lub świecką, od dzisiejszego chaosu. Amerykanie i ich sojusznicy muszą w takiej sytuacji skupić się na planie minimum - zapewnieniu względnej stabilizacji Iraku, choćby miało to oznaczać rozpad kraju.

Gdy owa minimalna stabilizacja zostanie osiągnięta, powinniśmy wycofać wszystkie lub przynajmniej większość wojsk z Iraku, pozostawiając Irakijczykom zasadnicze decyzje co do przyszłości ich kraju. To nie jest wyjście idealne, ale dziś Irakowi możemy zaproponować jedynie rozwiązania złe lub jeszcze gorsze.