Sekta mści się na katowickich dziennikarzach

Po atakach na szefa Śląskiego Centrum Informacji o Sektach Dariusza Pietrka, Bractwo Zakonne Himawanti rozpoczęło nagonkę na dziennikarzy "Gazety Wyborczej" w Katowicach - informuje Radio TOK FM. Niedawno "Gazeta" pisała o tym, jak członkowie sekty grozili Pietrkowi i rozlepiali w Chorzowie szkalujące go plakaty, na których napisali, że jest zboczeńcem.

Pietrek miał problemy z sektą, bo występował jako pokrzywdzony i główny świadek oskarżenia w procesie jednej z przywódczyń Himawanti. Oskarżono ją o rozsyłanie ulotek szkalujących znanych oficerów policji, sędziów i prokuratorów - wszystkich nazwano gestapowcami. Sekta podobną metodę zastosowała wobec Pietrka: w Internecie pojawiły się maile, w których podano adres Pietrka i nawoływano do "zrobienia z nim porządku". Na jego osiedlu porozwieszano też plakaty z jego zdjęciem i danymi o treści: "Uwaga, niebezpieczny pedofil. Rodzice chrońcie swoje dzieci przed pedofilem i zboczeńcem". Sprawę opisali dziennikarze "Gazety".

Oskarżenia wobec dziennikarzy

W dniu publikacji tego tekstu, guru sekty Ryszard M. pseudonim "Mohan" złożył na policji zawiadomienie, że autor artykułu wraz z ekspertem ds. sekt próbowali go zabić na dworcu w Gliwicach - podaje TOK FM.

- Nie wiem, kto go gonił i z czym go gonił. Podobno goniliśmy go z pałkami teleskopowymi na sprężynie. Jak w amerykańskich filmach: wyskakują po naciśnięciu guzika i można nimi zrobić krzywdę. Takich pałki nie mam, także jest to śmieszne - opowiada Radiu TOK FM Marcin Pietraszewski z "Gazety" w Katowicach.

Groźby i paczki z ekstrementami

Dziennikarz przypomina, że to nie pierwszy taki przypadek. Bractwo Zakonne Himawanti już kilkakrotnie mu groziło.

- Otrzymywaliśmy również różnego rodzaju dziwne pakunki wydające niezbyt przyjemną woń. Były od razu wyrzucane. Ja wierzę w rozsądek tych ludzi, mimo wszystko - mówi Pietraszewski.

Ekstrementy w paczkach otrzymywały też inne osoby, które naraziły się sekcie, m.in. właśnie Pietrek.

CBŚ: To organizacja paraterrorystyczna

Bractwo Himawanti zostało założone w 1995, jednak "sławę" zyskało w 2002, kiedy przed pielgrzymka papieża do Polski groziło, że go zabije.

Organizacja ta działa poza prawem: sąd odmówił jej rejestracji, bo jej statut jest sprzeczny z konstytucją. CBŚ uznaje Himawanti za organizację o charakterze paraterrorystycznym.

Guru przoduje w działalności przestępczej

Guru sekty był oskarżany o grożenie przeorowi Jasnej Góry i skazany za porażenie paralizatorem kobiety, która chciała odejść z sekty. Zarzuca mu się też m.in. grożenie jednej z warszawskich redakcji, grożenie członkom Himawanti (boi się go m.in. jego była żona), bezprawną publikację danych osobowych (m.in. oficerów CBŚ), szkalowanie. Po ostatnim wyroku siedzi w więzieniu. Lekarze stwierdzili u niego niepoczytalność